Oferta albumów w berlińskich księgarniach i antykwariatach zadowoli najbardziej wybrednego pasjonata fotografii. Tym razem moją uwagę zwraciły prace enerdowskich fotografów. Często wykonane w czerni i bieli oddają klimat czasów, które bezpowrotnie minęły. Stanowią też ciekawe źródło historyczne. W czasie pracy nad tekstem o Marx-Engels-Forum trafiłem na fotograf Sibille Bergemann. Przez kilka lat towarzyszyła procesowi powstawania tego zespołu rzeźb. Jedno z jej zdjęć, zawieszony w powietrzu na dźwigu pomnik Marxa i Engelsa znalazł się na wystawie stałej w Museum of Modern Art w Nowym Jorku.


Pracując nad tekstem o Marx-Engels-Forum, z zaskoczeniem odkryłem, że artystom, tworzącym pomnik dwóch filozofów przez wiele lat towarzyszyła fotograf Sibille Bergemann. Z biegiem czasu stworzyła swoisty notatnik prac, utrwalony na biało-czarnej kliszy. Jedno z jej zdjęć przeszło do historii fotografii. Zawieszony w powietrzu na haku dźwigu pomnik Marxa i Engelsa za chwilę trafi na miejsce ekspozycji. Fotografię zatytułowano „Unoszący się aniołowie“.

Sibille Bergemann (1941-2010) należała do czołówki niemieckich fotografów. W 1990 roku założyła agencję fotograficzną „Ostkreuz“. Z wykształcenia była sprzedawcą. Fotografii poświęciła się od połowy lat 60. XX w. Nauki pobierała u fotografa Arno Fischera, jej późniejszego męża, Zaczęła specjalizować się z fotografii modowej. Współpracowała z różnymi wschodnioniemieckimi czasopismami, jak „Sonntag“, „Sybille“ czy wydawnictwami, jak „Buchverlag der Morgen“, „Greifenverlag“.

W 1974 roku zorganizowała pierwszą wystawę fotograficzną w Berlinie, od 1977 roku była członkiem Verband der Bildenden Künster der DDR. Mieszkanie jej i męża w pobliżu dworca Friedrichstrasse (am Schiffbauerdamm) było ulubionym miejscem spotkań znanych fotografów z Berlina i zagranicy, jak Henri’ego Cartier-Bressona, Helmuta Newtona, Roberta Franka, Josefa Koudelki, Barbary Klemm i innych.

W nawiązaniu kontaktów pośredniczył Institut Francais, on też umożliwił wyjazd fotograf do Wenecji w 1988 roku.
Wraz z kolegami założyła grupę „Direkt“, która specjalizowała się w dokumentowaniu życia społecznego. „Pokazywaliśmy tylko to, co rzeczywiście było“ – komentowała po latach ówczesne prace.

Bergemann wypracowała swój styl. Zrywał on z estetyką socjalistyczną. Powodowało to częste kłopoty z cenzurą. Jako kulisy do swych zdjęć modowych wybierała zabudowania fabryczne, albo budynki z odpadającym tynkiem w Berlinie-Mitte. Nie upiększała rzeczywistości, fotografowała wszystkie szarości i czernie NRD. Fotografując modelki bez zbędnych makijaży, zrywała z tendencją pism zachodnich, które w tym czasie oferowały wyidealizowany wizerunek kobiet. Była prekursorką określenia, które stało się modne w późniejszych latach, „brzydkiego momentu“ (das häßliche Moment).

Po zjednoczeniu Niemiec kontynuowała swą pasję i zawód. Z mężem utworzyła szkołę dla fotografów „Fotographie am Schfferbauerdamm“. W nowym stuleciu Bergemann zorganizowała kilka wystaw. Jej zdjęcia można oglądać w galeriach i muzeach na całym świecie.W 2009 roku kilka jej prac znalazło się na słynnej wystawie zorganizowanej w berlińskim Haus der Kulturen der Welt pt. „Ostzeit. Geschichten aus einem vergangenen Land“.

Zmarła po długiej chorobie w 2010 roku.

Zdjęcia wykonałem w Berlinie 8 marca. Pogoda nie była sprzyjająca, niemal bez przerwy padał mocny deszcz.

Zob. także Krzysztof Ruchniewicz, Na walizkach, „blogihistoria”, 9.08.2018.