Wkrótce skończą się wakacje. Każdy z nas z pewnością zrobił wiele zdjęć. Dla jednych to forma zachowania wielu wrażeń, próba utrwalenia ich na dłużej. Dla innych to też możliwość uzupełnienia dokumentacji. Od kilku lat fotografuję w różnych krajach pomniki poległych, przede wszystkim podczas I wojny światowej. Wiele mówią one o stosunku epoki do śmierci w ogóle, a szczególnie do śmierci żołnierza, o jej polityzacji i instrumentalizacji. Robienie zdjęć jest dla fotografów hobbystów zawsze wielką przyjemnością, obecne możliwości pozwalają na wykonywanie niezliczonych ujęć. Potem jednak trzeba znaleźć czas na przejrzenie zdjęć i ich wywołanie (postprodukcja). Czasem mogą na tym etapie czekać na nas przykre niespodzianki.

Po przegraniu zdjęć na jeden z nośników archiwalnych (nadal korzystam z przenośnych dysków, choć coraz bardziej przekonuję się do zalet chmury) nadchodzi czas na postprodukcję (inaczej wywołanie zdjęć w ciemni cyfrowej). Przez kilku lat korzystałem z Adobe Lightroom, uniwersalnego narzędzia do administrowania zdjęciami i ich wstępnej obróbki. Jednak od jakiegoś czasu pracuję z nowym programem Capture One 10. Pozwala on na większą kontrolę nad wywoływanym zdjęciem niż wcześniej wymieniony program. Sprawdza się też w działaniach masowych.

Jednym z problemów, z którym są konfrontowani użytkownicy lustrzanek lub aparatów z wymienianą optyką, jest zabrudzenie matrycy (są to często niewidoczne gołym okiem zabrudzenia w postaci pyłków, które osiadają m.in. podczas wymiany obiektywu). Jest ono szczególnie widoczne po zrobieniu zdjęć na zamkniętej przysłonie na niebieskim tle (niebo), już od f8. Co można z tym zrobić? Pierwszy sposób to próba samodzielnego usunięcia zabrudzenia, dość ryzykowna i niosąca małą szansę powodzenia. Drugi, bezpieczniejszy dla sprzętu i pewniejszy jeśli chodzi o efekt, to oddanie korpusu aparatu do serwisu. Jednak podczas wakacji musimy się liczyć z długim czasem oczekiwania na zwrot naszego sprzętu (urlopy!).

 

Jeśli już po zrobieniu zdjęć i ich wstępnej selekcji zauważymy niechciane plamki, można je oczywiście usunąć w postprodukcji. To trzeci sposób, żmudny i leczący jedynie objawy „choroby”. Polega na użyciu tzw. stempla i pojedynczym usuwaniu plam. W Adobe Lightroom wywabianie plam było łatwe Jednak po pewnym czasie stawało się nużące, bo wymagało powtarzania działań przy każdym kolejnym zdjęciu. Jak dotąd nie znalazłem funkcji, która umożliwiłaby automatyzację czynności w tym programie. Natomiast w Capture One 10 usuwanie plam można zdefiniować. Wystarczy za pierwszym razem usunąć ze zdjęcia plamy i zapisać w stylu użytkownika. Raz zapisane informacje można przenosić na kolejne zdjęcia (w podobny sposób można zdefiniować inne ustawienia funkcji korekcji zdjęcia). Korzystanie z tego narzędzia skraca nam mozolne stemplowanie każdego zdjęcia i pozwala skupić się na ich wywołaniu.

Jednak program ten ma też pewne ograniczenia (być może będą skorygowane w następnych odsłonach). Najlepiej usuwa niechciane plamy do f16, potem nie jest już tak dokładny (widać pewne niedociągnięcia). By ostatecznie usunąć te zabrudzenia, trzeba skorzystać z innego specjalistycznego programu. Jest to jednak bardzo przydatne narzędzie w zabiegach o jak najlepszą jakość zdjęcia.