Miasto Porto przyciąga nie tylko ładnymi widokami, wyśmienitą kuchnią, lecz przede wszystkim znakomitym winem, od stuleci poważnym artykułem eksportowym i znakiem firmowym kraju. Spacerując wzdłuż nabrzeża rzeki Douro i spoglądając na zacumowane tam barki można odnieść wrażenie, że czas się zatrzymał i – jak dawniej – nadal korzysta się z tego środka transportu. Można się nawet natknąć na szkutników przy pracy.

Dolina rzeki Douro to ojczyzna słynnego porto, słodkiego wina o niemałej mocy. Częścią tutejszego pejzażu są niewielkie barki, służące niegdyś do przewożenia beczek tego trunku. Dzisiaj nie pełnią już raczej funkcji transportowych. Przycumowane przy nabrzeżu Villa Nowa de Gaia, miejscowości leżącej naprzeciw historycznego centrum Porto, reklamują najważniejsze winnice tego północno portugalskiego regionu.

Tuż obok mieszczą się składy, sklepy i winiarnie, oferujące wszystkie odmiany porto. Można nabyć jedną butelkę lub tuzin, można też za kilka euro po prostu skosztować wybranych odmian. Po rzece uwijają się większe jednostki, wzorowane jednak na historycznych stateczkach. Wypełniają je po brzegi turyści, niezmordowanie fotografujący imponujący żelazny most i kolorowe kamienice Porto.

Stare barki nie są jednak chyba tylko turystyczną maskotką i rekwizytem do malowniczych zdjęć z wakacji. W Gai, nieco dalej od głównego deptaka wypełnionego międzynarodowym tłumem, działa bowiem nadal mały zakład szkutniczy. W tradycyjny sposób naprawia się w nim stare lub buduje nowe łodzie. Zrobiłem kilka zdjęć, które oddają – taką mam nadzieję – urok i charakter tego rzadkiego dzisiaj zawodu.