Zastanawiałem się przez chwilę, kiedy byłem po raz ostatni w Warszawie. I nie chodzi tu o krótkie, okazyjne pobyty. Tych było w ostatnich latach sporo, ale  zwykle polegają one na przyjeździe / przylocie, potem taksówka i hotel. Na spacer po ulicach nie ma już czasu. Po konferencji / rozmowach powrót tego samego dnia lub następnego wcześnie rano. Czego właściwie dowiadywałem się o Warszawie? Niewiele. W końcu postanowiłem inaczej spojrzeć na stolicę, odpuścić sobie hotel i wynająć małe mieszkanie, a na spotkania udawać się pieszo z aparatem w ręku. I nie zawiodłem się, Warszawa jest miastem skomplikowanym i nieoczywistym, za oficjalną fasadą naszej jedynej metropolii kryje się wiele ciekawych rzeczy, czyni ją atrakcyjną, wartą ponownego odkrycia.

Tym razem postanowiłem połączyć sprawy służbowe z ponownym odkryciem Warszawy. Terminarz spotkań dawał mi swobodę ruchu, jakiej dawno nie miałem. W dodatku do stolicy wybrałem się – po wielu latach – pociągiem. Było to dziwne uczucie. Polska za oknem, miniaturowa herbata „od przewoźnika”, zaskakująco wygodnie… Nawet konduktorzy uprzejmi i wyrozumiali dla pasażera bez dokumentów. Nie wiedziałem bowiem, że trzeba poświadczać swą tożsamość, gdy ma się bilet kupiony on-line… 

Jednym słowem urwałem się trochę z choinki z tym wyjazdem, ale za to czekała mnie masa przyjemnych doznań i odkryć. By je zintensyfikować, zrezygnowałem z komunikacji miejskiej. Poza dwoma przejazdami metrem, miałem tak ułożone spotkania, że mogłem udać się na nie pieszo. W ciagu trzech dni przeszedłem w ten sposób ok. 60 km. Może to nie jest dużo, jednak pozwoliło mi dotrzeć do różnych miejsc w Warszawie i odkryć je dla siebie na nowo. 

Warszawa jest miastem kontrastów (proszę wybaczyć truizm). Żyje tradycją i nowoczesnością. Być może jest to wrażenie powierzchowne, ale dawno już nie spotkałem tak dużej liczby pomników, obelisków, tablic, banerów i plakatów odnoszących się do historii. Przeciętny turysta, zwłaszcza zagraniczny, mógłby spytać, czy tak duża ilość świadectw historii jest konieczna, czy to miasto żyje tylko przeszłością i w niej wyłącznie szuka inspiracji?

Jest to jednak mylne i powierzchowne wrażenie. Wystarczy opuścić ścisłe centrum i zapuścić się na podwórka. Nie napotkałem tzw. murali patriotycznych, żaden z zespołów sportowych nie forsuje takiej czy innej wizji historii, jak to jest np. na niektórych podwórkach wrocławskich (być może istnieją takie dzieła w innych częściach Warszawy). W panoramie miasta zwraca natomiast uwagę kontrast między starym, a nowym. Dawne budynki sąsiadują z nowymi, które często są jeszcze w budowie. Można wręcz odnieść wrażenie, że Warszawa jest ciągle wielkim placem budowy. 

Na stole w małym mieszkaniu, które wynajmowałem, leżała książka z różnymi projektami miejskimi. Można tam było znaleźć ciekawe rozwiązania wnętrz, propozycje spędzenia wolnego czasu, adresy klimatycznych knajpek. Książkę uzupełniały wywiady, w większości z młodymi ludźmi, którzy w Warszawie postanowili zrealizować swój pomysł na niekonwencjonalne życie. A więc nie tylko korpo-ścieżka jako „warszawski sen”… 

Nie do wszystkich miejsc potencjalnie interesujących udało mi się oczywiście dotrzeć, apetyt na więcej został rozbudzony, także ciekawość. Moje wrażenie postanowiłem udokumentować tym wyborem zdjęć. Warszawa da się lubić. Do następnego więc razu!

Ebook do pobrania: Warszawa. Miasto kontrastów