Od kilku dni używam obiektywu szerokątnego o zmiennych ogniskowych. Mogę ustawić wartości między 16 a 21. Muszę przyzwyczaić się do takiego kąta. W moim wizjerze nie widzę fotografowanego obrazu. Mam wprawdzie nakładkę, która to umożliwia, jednak nie pasuje do korpusu aparatu. Po wykonaniu kilkudziesięciu zdjęć przekonałem się jednak do tych ogniskowych. Świetnie sprawdzają się w fotografowaniu architektury i w plenerze.

Przeczytałem ostatnio ciekawy wpis jednego z niemieckich fotografów, którego blog obserwuje od kilku miesięcy. Tematem ostatniego wpisu był problem, który od czasu do czasu daje o sobie znać. Ostatnio zapanowała moda na podkreślanie, że prezentowane zdjęcie nie zostało poddane obróbce (tzw. postprodukcji), lecz zamieszczono je w wersji wykonanej przez aparat (ooc – out of cam ).

Podobnie jak autor wspomnianego wpisu, uważam, że niewiele ma to wspólnego z praktyką. Fotografujemy różnymi aparatami. Często można w nich ustawić różne zbiorcze parametry, np. „zachód słońca“, „krajobraz“, „zdjęcie nocne“. Być może niektórych zadowala taki automatyczny efekt. Jednak nie tych którzy pragną autorskich zdjęć i czerpią satysfakcję z własnych ustawień obiektywów.

Fotografuję w rawach, co umożliwia mi późniejszą obróbkę zdjęcia zgodnie z moimi wyobrażeniami. Bardzo sobie cenię taką możliwość. Nie ważne przy tym, jakim aparatem fotografuję. Każde zdjęcie staram się wywołać w jednym z programów do tego dostosowanych. Podstawowej obróbce poddałem też zdjęcia, które zrobiłem za pomocą obiektywu szerokątnego. Efekt prezentuję w tym wpisie.

Uzupełniłem je zdjęciami z drona (łatwo je odróżnić). Wszystkie zdjęcia wywołałem w captureone.

Wykonałem je w czasie wędrówki w okolicach Sestri Levante.