Sięgające średniowiecza, a nieraz i czasów pogańskich tradycje ożywają w niezliczonych festynach, które urządzane są każdego roku w portugalskich miastach. Na ulice wylegają tłumy mieszkańców i gości. Paradom, koncertom i biesiadom nie ma końca. Szczególnie „gorącą” datą jest noc świętojańska. W Porto od ponad 100 lat organizowane są wtedy specjalne obchody zakończone wspaniałymi fajerwerkami. Uczestnicy święta uderzają się na szczęście plastikowymi młotkami, które wyparły wcześniej używane kwiaty czosnku. Należy zakupić doniczkę z wonnymi ziołami (oregano lub bazylię) i wypowiedzieć życzenie, obowiązkowo zjeść grillowane sardynki. Zabawa trwa aż do samego rana.

Miejskie święto

Każdego roku Porto popada w istne szaleństwo ulicznego święta, które od ponad 100 lat urządzane jest w noc 23/24 czerwca. Festa de Sao Joao rozpoczyna tradycyjnie okres letni, jest to też początek programu kulturalnego miasta, z którego korzystają bardzo chętnie i miejscowi, i turyści. Wydarzenie to jest jednym z trzech Festas dos Santos Populares, czyli świętych czczonych właśnie w tym miesiącu: Antoniego, Jana i Piotra.

Festa de Sao Joao ma długą historię. Nawiązuje do zabaw urządzanych przez mieszczan w średniowieczu. Zachowało się sporo zwyczajów, przerwały także niektóre wierzenia z okresu pogańskiego. Praktyki religijne ku czci świętego kryją się skromnie w cieniu wielkiej ulicznej zabawy.

Obecny kształt nadano imprezie na początku XX wieku. Święto to odbywało się w mieście od ponad sześciu stuleci, jednak to właśnie w poprzednim stuleciu dzień św. Jana upowszechnił się w kulturze miasta i stał się najważniejszym jego świętem. W 1911 roku odbyło się w Porto referendum, w którym mieszkańcy zdecydowali, że dzień św. Jana będzie równocześnie świętem miejskim i dniem wolnym od pracy. Jest obchodzone z wielkim rozmachem do dzisiaj, stając się wielką atrakcją turystyczną.

Huczna zabawa

W wigilię święta, 23 czerwca, na ulicach pojawia się wiele straganów. Można zaopatrzyć się w zioła na szczęście (oregano i bazylię) oraz różnej wielkości młotki z plastiku (martelinho de Sao Joao). Tymi ostatnimi uderzani są delikatnie członkowie rodzin, znajomi, a także mijani przechodnie. Uderzenie ma przynieść szczęście. Nikt się z tego powodu nie zżyma, a niektórzy, także turyści ochoczo nadstawiają swe głowy.

Na ulice wylegają tłumy ludzi, którzy bawią się, jedzą i piją, korzystając z oferty barów, ale chyba częściej prowizorycznych grillów, rozpalanych na wszystkich ulicach i zaułkach starego miasta. Można też jeść własne potrawy, siedząc przy wyniesionych z mieszkań wprost na chodniki stołach. W menu dominują pieczone sardynki. Nad miastem unosi się dym z palenisk, czuć ryby i zioła. Dużym powodzeniem cieszą się kanapki bifanas, czy specjalne caldo verde (zupa przyrządzona m.in. z ziemniaków i kapusty). Wina jest pod dostatkiem. W końcu jesteśmy w stolicy słynnego trunku.

Lampiony i sztuczne ognie

Wieczorem, gdy zabawa na ulicach trwa w najlepsze, w powietrze wypuszczane są papierowe lampiony (baloes de Sao Joao). Ich konstrukcja jest bardzo prosta. W papierowej czaszy umieszcza się zapaloną świeczkę, która ogrzewa powietrze i dzięki temu minibalon wznosi się ku niebiosom. Następnego dnia dwa takie lampiony znaleźliśmy na naszym balkonie. Czy ktoś się martwi niebezpieczeństwem wzniecenia pożaru. Raczej nie…

W mieście odbywają się różne koncerty, organizowany jest także konkurs na najładniejszą cascata. Ma przedstawiać św. Jana chrzczącego w Jordanie Chrystusa. Niestety, w trakcie wędrówki w noc świętojańską nie trafiliśmy na tą instalację.

Bez wątpienia największą atrakcją wieczoru jest pokaz sztucznych ogni o północy. Na rzece Duoro w pobliżu słynnego żelaznego mostu Ponte Dom Luis I kotwiczone są barki wypełnione aparaturą i fajerwerkami. Pokaz trwa stosunkowo długo i jest uznawany za jeden z najlepszych na świecie. Nie jest to jednak koniec zabawy, trwa ona nadal aż do „zmęczenia materiału”.

Sprzątanie

Wczesnym rankiem, gdy uczestnicy festy śpią w najlepsze głębokim snem, rozpoczyna się wielkie sprzątanie. Po kilku godzinach ulice Porto lśnią wprost czystością.

Zdjęcia zrobiłem z pomocą obiektywu szerokątnego (28 mm).