Gdzie można dzisiaj szukać potwierdzenia swych fotograficznych umiejętności? Czy są jeszcze takie miejsca? Zalewa nas ogromna ilość zdjęć. Te wykonane przez zawodowców mieszają się ze zrobionymi przez amatorów o większych lub mniejszych kompetencjach. Liczne portale fotograficzne prezentują w sposób masowy zdjęcia ze wszystkich stron świata. Różnic między zdjęciem profesjonalnym a amatorskim czasem wręcz nie widać. Korzystamy często z tego samego sprzętu i oprogramowania, umiejętności nie muszą wiązać się z formalnym statusem. Być może jedynym kryterium różniącym jednych od drugich jest sposób zarabiania pieniędzy; ci pierwsi z tego żyją, ci drudzy mają inne zawody, fotografię traktują jako hobby. Czy tradycyjne formy potwierdzenia umiejętności odeszły już bezpowrotnie do lamusa?

Chęć sprawdzenia

Po wykonaniu iluś tam zdjęć istnieje chęć zaprezentowania swych dokonań, poddania konstruktywnej krytyce. Kontakt z zawodowym fotografem nie jest oczywisty, nie znam kółek fotografów hobbystów (może takie istnieją, ale nie zetknąłem się z nimi). By rozwijać umiejętności i wrażliwość, pozostają – obok pracy z aparatem – albumy zdjęć znanych fotografów czy fora internetowe. Z biegiem czasu tworzy się nam wcale pokaźna biblioteka albumów, w których można doszukiwać się nie tyle wzorów, co inspiracji. Fora internetowe dawno przestałem śledzić. Gdyby stworzyć ranking oddawanych komentarzy, to dominuje hiperkrytyka. Miast wskazać w udostępnionym zdjęciu jakiś pozytywny element, początkującemu adeptowi fotografii najchętniej wylewa się na głowę kubły zimnej wody. Gdyby komentujący byli tak genialni, jak moglibyśmy wnosić z ich uwag, mielibyśmy do czynienia tylko z wybitnymi fotografami i ich nadzwyczajnymi pracami.

Marzenia, marzenia

Mimo milionów zdjęć dostępnych na jedno kliknięcie, nadal nie bez znaczenia pozostają tradycyjne formy sprawdzenia się i zdobycia uznania. Są to publikacje i wystawy. Dzisiaj zrobienie fotobooka nie stanowi większego problemu, wystarczy pomysł, odpowiedni software oraz chęć upublicznienia swych prac. Rzadziej udaje nam się umieścić zdjęcia na nośnikach drukowanych (w gazetach, czasopismach, książkach itd.). Wielkim marzeniem każdego fotografa amatora o pewnych ambicjach jest organizacja własnej wystawy. Mam już za sobą stworzenie fotobooków. Trochę moich zdjęć wykorzystano jako materiał ilustracyjny w różnych wydawnictwach, także na okładkach. Właśnie do księgarni wchodzi publikacja poświęcona relacjom polsko-niemieckim. Na okładce zaprojektowanej przez Ewę Kutkowską umieszczono dwa kolejne moje zdjęcia. Czy czas na marzenia o miniwystawie? Zobaczymy. Jeszcze nie wiem, jak się do tego zabrać.

Projekt fotograficzny

Od dłuższego czasu pracuję nad małym projektem fotograficznym. Za pomocą Leica z 1930 roku fotografuję miejsca we Wrocławiu, które zestawiam ze zdjęciami z epoki. Powstaje całkiem ciekawy obraz miasta, który jest efektem wielu zmian. Poważna część z nich to efekt zniszczeń wojennych. Nie zawsze jest możliwe wykonanie zdjecia 1:1. Ale może na tym polega urok tego projektu, że z pomocą analogowego aparatu sprzed lat można zobaczyć miasto na nowo i oddać jego współczesną postać? Czy z tego powstanie wystawa?