Blog

  • Wystawa „Małe Essen” zatacza koło…

    Wystawa „Małe Essen” zatacza koło…

    Wczoraj w Miejsko-Gminnym Centrum Kultury w Jelczu-Laskowicach otworzyłem wystawę fotograficzną „Małe Essen” (po Ravensbrück i Krzyżowej). W wydarzeniu uczestniczyło wielu mieszkańców naszych okolic. Gospodynią wydarzenia była p. dyr. Centrum, Dorota Miś. Obecny był również burmistrz Jelcza-Laskowic, p. Piotr Stajszyczyk.

    Po otwarciu odbyła się dyskusja, którą poprowadził red. Jerzy Kamiński z portalu „TuOława”. Spotkanie było dla mnie okazją do wielu ciekawych rozmów.Byłem miło zaskoczony dużą frekwencją i licznymi pytaniami. Bardzo się cieszę z udziału w wernisażu nauczycieli historii. Widać, że temat drugiej wojny światowej jest ciągle żywy. Użycie fotografii do zwrócenia uwagi na sprawy lokalne czy regionalne sprawdziło się przy tym po raz kolejny (wystawę prezentowałem już w miejscu pamięci i muzeum KL Ravensbrück i w siedzibie Fundacji Krzyżowa).

    Wkrótce ekspozycja trafi do jednej ze szkół w naszej gminie. Szczegółowe sprawozdanie ukazało się już na portalu „TuOława”.

  • Miłoszycki las w styczniu

    Miłoszycki las w styczniu

    Może to przedwczesna konstatacja, zapowiada się jednak, że zima znów nas ominie. Mamy początek stycznia, jest wprawdzie lekki mróz, ale zapowiadanych śnieżnych opadów na razie nie widać. Las pozbawiony białej pokrywy wygląda raczej listopadowo niż styczniowo.

    Za to można w nim do woli oddychać świeżym powietrzem (podczas marszu przez obrzeża naszej wsi smog wręcz wisiał nad domami). Spacer wśród drzew po godzinach siedzenia przed komputerem jest wielką przyjemnością. Zaległości jak zwykle dużo, tylko część udało się nadrobić podczas przerwy świątecznej, inne sprawy są nadal w trakcie załatwiania…

    Amatorów niespiesznej wędrówki po naszym lesie nie było tego dnia za wielu. Panował spokój i cisza.

    Zdjęcia robię dalej w czerni i bieli, na razie zresztą mało jest kolorów do uchwycenia… Fotografie wykonałem obiektywem stałoogniskowym 35mm na otwartej przysłonie.

  • Dom Kargera

    Dom Kargera

    O niemieckim poecie i redaktorze popularnego kalendarza regionalnego „Guda Obend” pisałem na blogu z historią. Poniżej zamieszczam kilka zdjęć domu rodzinnego twórcy w Wyszkach koło Bystrzycy Kłodzkiej.

  • Tradycyjny świąteczny spacer…

    Tradycyjny świąteczny spacer…

    Pogoda dzisiaj dopisała. Wprawdzie był mały mróz, jednak od rana świeciło piękne słońce. Po szarych ostatnich dniach była to przyjemna i oczekiwana zmiana. Świat nagle pojawił się w pięknych, choć przytłumionych kolorach. Drzewa i budynki rzucały długie cienie. Zmęczeni świątecznym biesiadowaniem z radością ruszyliśmy na spacer. Trasę znamy doskonale od lat. Mamy swoje ulubione miejsca. Kilka zdjęć z dzisiejszej wędrówki poniżej.

    Przy okazji kilka zdań o obróbce zdjęć. Nie zawsze mamy ze sobą komputer, możemy jednak skorzystać z ipada lub smartfona. Muszę przyznać, że kolejna aktualizacja oprogramowania mojego aparatu przyniosła znaczne udogodnienie (być może w innych aparatach funkcja ta jest już znana od dawna). Postanowiłem je sprawdzić. Do dyspozycji miałem ipada oraz Lightroom (wersja na urządzenia mobilne).

    Po zrobieniu zdjęć aparat bezprzewodowo połączyłem z ipadem za pomocą Bluetooth’a. Potrzebna jest do tego osobna aplikacja. Połączenie jest stabilne, zdjecia wgrywają się w oka mgnieniu. Następnie dokonałem ich wyboru i zedytowałem je w Lightroomie. Praca w tym programie nie stanowi większego problemu. Funkcje uruchamia się intuicyjnie. W zdjęciach poprawiłem jedynie kontrast, w nielicznych przypadkach geometrię. Do transportu gotowych zdjęć mam do wyboru format jpg lub raw. Ten pierwszy bardzo dobrze nadaje się do publikacji w internecie. Rawy wywołam przy innej okazji.

    Zdjęcia zrobiłem w czerni i bieli obiektywem stałoogniskowym 35mm.

  • Bystrzyca Kł. nocą…

    Bystrzyca Kł. nocą…

    Nie mogło zabraknąć kilka zdjęć z Bystrzycy Kł. Miasto jak co roku przygotowało się do świąt. Pojawiły się uliczne dekoracje, w oknach rozbłysły światła choinek. Rok temu padał o tej porze śnieg, teraz Bystrzyca powitała mnie jesienną pogodą. Miasto wydało się ciemniejsze i bardziej tajemnicze…

    Nie wiem, czy uda mi się zwiedzić wystawę o fotografach bystrzyckich, otwartą w bibliotece miejskiej. Zajrzałem tam tylko na chwilę przed świętami. Najwyraźniej zwiedzających już w tych dniach nie oczekiwano, bo część witryn zasłonięto.

    Zdjęcia zrobiłem w czerni i bieli obiektywem stałoogniskowym 35mm. Edycję ograniczyłem do minimum. Jak na dość trudne warunki pogodowe, fotografie wyszły całkiem nieźle…

  • Rapperswil…

    Rapperswil…

    Tym razem służbowo w Rapperswilu. Przed spotkaniami postanowiłem jednak zwiedzić najważniejszego zabytki. Nie był to zamiar zbyt ambitny. Miasto w starej części można przejść wzdłuż i wszerz w kilkadziesiąt minut. Rapperswil dopiero się budził, na ulicach spotkałem jedynie pojedyncze osoby.

    Nie będę opisywać zabytków, bez problemu można znaleźć informacje o nich w internecie. Zaskoczyła mnie świetna komunikacja: między dolną częścią (przystań) a górną częścią (zamek i katedra). Na dokładne zwiedzanie będą jeszcze okazje. Teraz zamieszczam kilka pierwszych zdjęć, zrobiłem je w czerni i bieli obiektywem 35mm.

  • Pamięć międzypokoleniowa

    Pamięć międzypokoleniowa

    Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny to w polskiej tradycji szczególne dni. Odwiedzamy groby naszych bliskich, rodziny i przyjaciół. Stawiamy świeczki na grobach opuszczonych. Cmentarz stanowi międzygeneracyjną przestrzeń kultywowania pamięci, w którym udział bierzemy niezależnie od relacji z oficjalnym kościołem i religią. Informacje na pomnikach, tablicach, krzyżach prowadzą nas do odległych często miejsc i wydarzeń.

    Dla tych, którzy nie mogą być przy grobach rozsianych po kraju, a nierzadko całym świecie, centralnym miejscem pozostaje kaplica cmentarna lub krzyż. Wczoraj dyskretnie przysłuchiwałem się rozmowom międzypokoleniowym, dziadkowie / rodzice przekazywali opowieści o przodkach, wydarzeniach rodzinnych, ale i ludziach obcych.

    Zapaliłem znicze m.in. na grobach dwóch moich mistrzów, prof. Wojciecha Wrzesińskiego oraz fotografa, Stefana Arczyńskiego. Obu, choć z różnych powodów, zawdzięczam wiele. Pierwszego znałem przez wiele lat i współpracowałem, drugiego poznawałem i podziwiałem pośrednio przez jego dzieła. Kontakt z każdym z nich wpływał na mój ogląd świata i kształtował podejście historyka i fotografa. Nie przesadzę, jeśli stwierdzę, że uczyłem się rzetelności, otwartości, dystansu, ale i odwagi.

    Wybrałem kilka zdjęć. Zrobiłem je w czerni i bieli. Zapadający zmierzch, potem ciemność rozpraszana przez tysiące świateł zbudowały nastrój tych godzin. Zdjęcia zrobiłem obiektywem stałoogniskowym 35mm.

  • Przewodnik po Nadodrzu. Dr Piotr Szukiel (1984-2024)

    Przewodnik po Nadodrzu. Dr Piotr Szukiel (1984-2024)

    Przed kilku dniami dotarła do mnie wiadomość o nagłej śmierci jednego z kolegów, dr. Piotra Szukiela. Jak wszyscy jego przyjaciele i znajomi, jestem wstrząśnięty i zasmucony, pełen bezsilnej złości na los. Jak wielu znałem go od czasów jego studiów. Był wyróżniającą się osobowością na korytarzach IH. Niedawno się przelotnie widzieliśmy. Z entuzjazmem i dużym optymizmem, którym potrafił każdego zarazić, opowiadał o kolejnym projekcie. Bardzo chciał, bym się włączył. Może tym razem by się to udało, bo niestety w przeszłości z różnych przyczyn musiałem mu kilka razy odmówić…

    Przed kilku laty, w 2017 roku, postanowiłem zrealizować mały projekt fotograficzny, zrobić fotograficzną pocztówkę z Nadodrza, charakterystycznej dzielnicy naszego miasta. Postanowiłem poprosić Piotra, by pokazał mi swoje Nadodrze. Był jego znanym miłośnikiem. Zaprowadził mnie do miejsc, które lubił, często odwiedzał. Mój projekt fotograficzny nabrał dzięki tym wędrówkom tempa i koloru. Dr Szukiel z dużym znawstwem i humorem dzielił się swą wiedzą, zachwytem nad nieoczywistym pięknem tej części Wrocławia.

    Wchodziliśmy na podwórza, zaglądaliśmy do sklepów i klatek schodowych. Byliśmy na targu, zwiedzaliśmy kaplicę szpitalną. Podczas tego wielogodzinnego spaceru miałem wrażenie, że Piotra Szukiela znają tam wszyscy, nieważne, czy sprzedawca owoców na targu, właścicielka sklepu z ramami czy jakiś przechodzień. Każdy witał go z uśmiechem, wdawał się choć w krótką rozmowę.

    Krzysztof Ruchniewicz, Nadodrze, Wrocław 2017.

    Umówiliśmy się na powtórzenie spaceru sprzed lat. Ta część Wrocławia podlega na naszych oczach kolejnym zmianom. Chciałem je ponownie uchwycić. Niestety, będę musiał to zrobić sam. Zabraknie świetnego kompana, wrażliwego rozmówcy, kompetentnego znawcy historii średniowiecza i dziejów różnych zakamarków miasta. Czas na smutne, przedwczesne pożegnanie. Piotr będzie mi jednak w myślach towarzyszył podczas każdej wędrówki po Nadodrzu.

  • Kłodzko trzy tygodnie po powodzi…

    Kłodzko trzy tygodnie po powodzi…

    W drodze powrotnej od rodziny zatrzymałem się na chwilę w Kłodzku. Przeszedłem się głównymi ulicami dolnego miasta. Mimo upływu trzech tygodni, walka ze skutkami powodzi dopiero się rozpoczyna. Na każdym kroku widoczne są sterty zbitych tynków, gdzieniegdzie jeszcze zalanego wyposażenia budynków. Partery budynków składają się z ciągów pustych sklepów, zdemolowanych punktów usługowych i kawiarni… Brudne, często rozbite szyby, łuszczące się napisy reklamowe… Mieszkania na parterze są w podobnym stanie.

    Na skrzyżowaniach samochody policyjne błyskają niebieskimi światłami. Gdzieniegdzie słychać głos urządzeń suszących. Wiele miejsc jest nadal trudno dostępnych, woda dokonała tu ogromnych zniszczeń. O sile żywiołu świadczą powalone lub skrzywione latarnie, wypłukane fragmenty chodników, przypadkowe sterty kostki granitowej obok muld zasychającego szlamu.

    Otoczenie kościoła Franciszkanów jest szczególnie przygnębiające. Na zawilgoconych murach widać doskonale poziom wody. Murowane ogrodzenie prawie na całej długości zostało powalone, woda wyrwała dziury w chodnikach. Wiele lat temu na murze umocowano wystawę ukazującą dzieje miasta. Zachowała się tylko niewielka jej część. Jeden z banerów informuje o … katastrofach naturalnych nawiedzających Ziemię Kłodzką.

    Jeszcze nie tak dawno gwarne ulice, pełne kwiatów i ludzi dzisiaj było opuszczone, przechodzą nimi jedynie pojedynczy przechodnie. Dzień był szary, twarze ludzi także były szare i zmęczone, smutne… Przed Kłodzkiem daleka droga do normalności.

    Nieczęsto to robię, ale chciałbym zaapelować. To nie truizm, że każda złotówka wsparcia się przyda. Kłodzcy jezuici od pierwszych dni udzielają poszkodowanym pomoc (link poniżej). Prowadzą także zbiórkę. Zachęcam do wsparcia, bo pomoc świadczona na miejscu przez doskonale zorientowanych w potrzebach wolontariuszy jest nadal bardzo potrzebna.

    Poszkodowani to w zdecydowanej większości ludzie, którzy już raz utracili cały dorobek życia, a teraz znów stoją wobec wyzwania odbudowy. Jest już zimno, chłód ciągnie od mokrych ścian. Możemy jednak sprawić, by wprowadzić trochę nadziei i optymizmu, podsycić nadzieje na stopniowa poprawę położenia.

    We wpisie zamieściłem zdjęcia z wczoraj. Pracy nad usuwaniem skutków powodzi jest niewyobrażalna ilość, na razie trwa sprzątanie. Potrzeby pozostają więc wielkie, a zainteresowanie opinii publicznej i medium trochę już wygasa. Oto link kierujący do wspomnianej zbiórki: https://jezuici.pl/arka/

  • Wielka woda (3.2)…

    Wielka woda (3.2)…

    To ostatni wpis o zabezpieczeniu centrum Wrocławia przed powodzią, która – na nasze wielkie szczęście – miasto ominęła. Pracownicy instytucji wykazali się dużą ofiarnością, podobnie jak liczni wolontariusze, w tym studenci i doktoranci.

    Zabezpieczano różne zbiory, z worków z piaskiem można byłoby usypać niemal drugą Ślężę. Podniosły się w mediach społecznościowych głosy, czy jest to konieczne, czy nie powinno się skorzystać z innych, mniej pracochłonnych rozwiązań. Nie znam się na tym, nie chcę zabierać głosu.

    Wiem natomiast, że „technologię” worka z piaskiem może używać niemal każdy. Wzdłuż budynku Wydziału Filologicznego UWr postawiono duży kołnierz z gumy (czy tak się to nazywa?) napełniony wodą. To zabezpieczenie wielokrotnego użytku. Może powinniśmy ich mieć więcej w magazynach?

    Wspólne sypanie worków jest intensywną interakcją społeczną. Wyzwala bardzo pozytywne emocje w tak stresującym czasie. Nieznające się wcześniej osoby dzielą się pomocą i entuzjazmem. Dla społeczności, często słabo zintegrowanych, przyjezdnych, czy nowo osiadłych w danej dzielnicy była to często możliwość lepszego poznania sąsiadów. Wielokrotnie przywoływana powódź 1997 r. postrzegana jest jako czas ostatecznego spajania wrocławian z ich miastem. Może wrzesień 2024 r. będzie postrzegany tak przez nową generację wrocławian, często mieszkańców nowych osiedli, powstałych w ostatnich dekadach? 

    To oczywiście także sprawdzian dla władz różnych szczebli, które będą oceniane jeszcze długo i być może coraz bardziej krytycznie… Należy sobie życzyć, by takich sytuacji było jak najmniej. Długoterminowe prognozy jednak nie uspokajają. Możemy być coraz częściej konfrontowani z potęgą Natury, którą na co dzień zdajemy się kontrolować.

    Od sprawnego kierowania, informowania na bieżąco i zachęt do udzielania pomocy, a wreszcie osobistego przykładu wiele zależy. Z dużym zainteresowaniem obserwowałem zaangażowanie różnych kierowników jednostek, burmistrzów i wójtów / sołtysów. W naszej podwrocławskiej wsi, Miłoszycach choć niezagrożonej bezpośrednio powodzią, mieszkańcy pozytywnie zareagowali na wezwanie sołtysa o pomoc dla pobliskiego miasta – Jelcza-Laskowic i innych wsi, leżących w bliskim sąsiedztwie Odry. Podobnie burmistrz miasta Jelcza-Laskowic i jego zastępcy w częstych komunikatach w mediach społecznościowych rzeczowo informowali o bieżącej sytuacji, wzywali do konkretnej pomocy, gdy była ona potrzebna, na czas udostępniali potrzebne wolontariuszom materiały.

    Dla wzmacniania więzi społecznych w szybko rozrastających się miejscowościach tej części powiatu oławskiego ostatnie dramatyczne dni były bardzo ważne. Pokazały, że nie zajmuje nas tylko własny los czy najbliższego sąsiada, lecz ofiarnie bronimy naszego miejsca na ziemi, małej ojczyzny. I co ważne. Tak często podnoszone spolaryzowanie polityczne na tym poziomie chyba nie miało znaczenia, podobnie jak zróżnicowanie narodowe mieszkańców. Liczyła się chęć do pracy, pomocy w różny sposób. Kto mógł – pracował na wałach, ktoś inny przygotowywał jedzenie, ktoś inny podejmował już akcje pomocy, dla tych których wielka woda, niestety, nie ominęła. To optymistyczny znak na przyszłość.

    Zdjęcia zrobiłem obiektywem 28mm. Różnica między 24mm i 28mm nie jest duża. Jednak są to dwa różne obiektywy, każdy z nich inaczej oddaje kolory. Obiektyw 24mm w użyciu wymaga większej uwagi (zniekształcenia), można je jednak szybko skorygować w postprodukcji. Obiektyw ten też – mimo że jest najlepszy w swej klasie – trochę winietuje i nie radzi sobie do końca z aberracją chromatyczną. Ale i tą wadę można łatwo usunąć.

    Niezależnie od tego, oba obiektywy sprawdziły się, fotografowanie nimi sprawia mi wielką przyjemność… Czy za pomocą obiektywu 24mm można uzyskać głębię ostrości? Można, także portrety wyglądają całkiem nieźle…

Newsletter

Zamawiając Newsletter, akceptujesz zasady opisane w Polityce prywatności. Rezygnacja z subskrypcji jest możliwa w każdej chwili.

* Pole obowiązkowe