Tag: Fotobook

  • Krasnali czar…

    Krasnali czar…

    Oryginalny krasnal made in Germany to marzenie niejednego ogrodnika, o ile tylko ma odwagę zignorować kpiny z ogrodowego kiczu.

    W kraju, gdzie z opony samochodowej robi się kwietniki w formie łabędzia, jesteśmy jednak chyba bardziej tolerancyjni. Poważni znawcy tematu marzą, by znaleźć się w niewielkiej miejscowości w środkowych Niemczech, w Gräfenrodzie w Turyngii. To prawdziwy krasnalski matecznik (wyjaśnijmy to tym, którzy za takowy mają polskie ośrodki produkcji gipsowych podróbek).

    By dotrzeć do tego niewielkiego miasteczka, trzeba zjechać z głównych autostrad. To tu, od ponad 150 lat produkowane są z gliny różne ozdoby ogrodowe na czele z najsłynniejszymi – krasnalami w czerwonych czapeczkach, przedstawianymi przy różnych zajęciach.

    Figury te mają za sobą wcale pokaźny rozwój historyczny, na który wpływała również wielka polityka. Można generalnie stwierdzić, że nie tylko różni arbitrzy ogrodowej elegancji mieli z problem z krasnalami, ale i reżymy dyktatorskie (III Rzesza oraz NRD). Jakoś ze swym małym i krępym ciałem, siwymi brodami i stożkowatymi czapeczkami nie pasowały do wizji nowego, dumnego człowieka, najlepiej w mundurze lub robotniczym drelichu, dzierżącego karabin lub kierownicę traktora… W dodatku miały podejrzanie radosne miny i wywoływały – całkowicie poza państwowym nadzorem – radość u swych posiadaczy.

    Przemysł krasnalski (a może krasnoludzki) w Gräfenrodzie boleśnie odczuł także nie tyle zmianę ogrodowych mód, co kryzysy gospodarcze, trapiące go od czasu NRD (oczywiście, produkcję upaństwowiono).

    Próby odrodzenia po 1990 r. nie powiodły się. Zapewne dumpingowa konkurencja dalekich kuzynów z gipsu też nie była tu bez znaczenia. W Gräfenrodzie istnieje już tylko jeden zakład rzemieślniczy tworzący krasnale i inne ozdoby ogrodowe (zwierzęta, grzyby itp.). Za to nie byle jaki.

    To firma rodziny Griebel, która od ponad 150 lat produkuje krasnale i wysyła je na cały świat. Historię zakładu, jego twórców i ich wyrobów, można poznać w niewielkim muzeum. Pokazany jest tam cykl produkcyjny, ewolucja wzorów, zachowane najstarsze egzemplarze figurek. Można też zwiedzić warsztat, gdzie są one odlewane i wykańczane oraz zobaczyć piec, w którym się je wypala. W warsztacie działa też klinika dla krasnali, przykleja się tam brakujące kończyny, odnawia malunek. Na renowację czeka tam chyba najstarszy zachowany krasnal, który powstał w latach 80. XIX wieku. To prawdziwy król tego ludu.

    Miałem przyjemność obserwować z bliska, jak gliniana figurka staje się dziarskim krasnalem – myśliwym. To poważna rzemieślnicza praca, wymagająca dokładności i talentu.

    Zrobiłem mały fotoreportaż, by przybliżyć różne etapy produkcji, zwrócić uwagę na narzędzia, wzory i sposoby przechowywania. Oczywiście, w zakładzie jest sklep, gdzie można kupić krasnala w dowolnej odmianie (również w serii „tylko dla dorosłych:).
    Można też skorzystać ze sklepu internetowego. Rozpiętość cen, podobnie jak wielkość figur, może zrobić wrażenie – od kilku do około dwóch tysięcy euro, od kilku centymetrów do prawie metra.

    Do wyboru, do koloru, ale obowiązkowo z czerwoną czapeczką.

    Link: fotoreportaż fotograficzny.

  • Mała czarna… (Un caffè nero…)

    Mała czarna… (Un caffè nero…)

    Versione italiana sotto

    Po kilku latach przerwy przygotowałem nowy fotobook. Gdzie szukać inspiracji, jak nie we Włoszech… Ostatni pobyt w Rzymie urozmaicały regularne wizyty w kultowej kawiarni w pobliżu Panteonu, Caffe Tazza d’Oro. Nie tylko się tam serwuje różne rodzaje kawy, ale i wypala ziarna i sprzedaje firmowe mieszanki. W lokalu zawsze jest tłum miłośników „małych czarnych” w różnych odmianach.

    Z degustowania i obserwowania powstał reportaż zdjęciowy, który teraz udostępniam z krótkim wstępem. Przygotowałem wersję polską i włoską. By plik nie był zbyt ciężki, zmniejszyłem go, niestety, nieco kosztem jakości zdjęć.

    W tłumaczeniu na włoski pomógł mi mój przyjaciel, prof. Luigi Cajani, miłośnik dobrej kuchni i oczywiści kawy.

    Zapraszam do czytania i komentowania.

    Polska wersja

    Włoska wersja

    Dopo una pausa di diversi anni, ho preparato un nuovo libro fotografico. Dove cercare l’ispirazione se non in Italia… Un recente soggiorno a Roma è stato costellato da visite regolari all’iconico caffè vicino al Pantheon, il Caffe Tazza d’Oro. Non solo servono una varietà di caffè, ma tostano anche i chicchi e vendono le miscele dell’azienda. Il locale è sempre affollato di amanti del caffè in diverse varietà.

    La degustazione e l’osservazione hanno dato vita a un reportage fotografico, che ora metto a disposizione con una breve introduzione. Ho preparato una versione polacca e una italiana. Per non appesantire troppo il file, l’ho ridotto, purtroppo a scapito della qualità delle foto.

    Il mio amico Prof. Luigi Cajani, amante della buona cucina e, naturalmente, del caffè, mi ha aiutato nella traduzione in italiano.

    Vi invito a leggere e commentare.

    Versione polacca

    Versione italiana

  • Wartość artystyczna czy techniczna wpadka?

    Wartość artystyczna czy techniczna wpadka?

    W ostatnich dniach bliżej przyjrzałem się wielu zdjęciom przyrody i architektury, m.in. na portalach internetowych. Są to dwa najpopularniejsze rodzaje fotografii. Publikacji czy innych materiałów na ten temat jest cała biblioteka. Wspólne dla obu gatunków, przynajmniej tak uważam,  jest zachowanie proporcji i linii (w przypadku architektury jest to szczególnie ważne). Żadne wytłumaczenie, jeśli przykładowo budynek się „wali”, że taka była wizja artystyczna, nie przekonują mnie. Po prostu są to błędy warsztatowe. W takim przypadku rzekoma artystyczna wizja często może się przerodzić w zwykły gniot.
    (więcej…)

  • Powrót do przeszłości

    Powrót do przeszłości

    Pomysł był prosty. Instytut Historyczny, którego jestem pracownikiem, szykuje się do kolejnego etapu remontu. Koleżanki i koledzy ze skrzydła wschodniego i części północno-wschodniej zostali już przeprowadzeni do budynku po dawnej bibliotece uniwersyteckiej przy ul. Szajnochy. W pokojach nic nie zostało. Jeszcze kilka miesięcy temu pracowano w nich, odbywano posiedzenia, konsultacje, toczyły się rozmaite dyskusje. Każdy z nas ?zagospodarowywał? przestrzeń na własny sposób. Jedni wieszali firanki, inni zostawiali okna niezasłonięte. Na ścianach wisiały zdjęcia, plakaty czy mapy. Czasem na parapecie stał kwiat. Drzwi – poza wizytówką o godzinach konsultacji ? służyły jako tablica informacyjna, zwłaszcza w okresie sesji. Pomyślałem, że to dobra okazja, by uwiecznić moment przełomu, pożegnanie starego świata albo, jak kto woli, przejścia z jednego do drugiego rozdziału w dziejach budynku i naszej placówki. Po obejrzeniu pierwszych pomieszczeń i zrobieniu kilku próbnych zdjęć, szybko musiałem skorygować moje wstępne zamierzenie. Mój mały projekt przerodził się w podróż w przeszłość, ożyły stare wspomnienia.
    (więcej…)

  • Pejzaż kolorem pisany. Zespół pocysterski w Krzeszowie

    Pejzaż kolorem pisany. Zespół pocysterski w Krzeszowie

    Od kilku lat obiecujemy sobie, że pod koniec tygodnia choć raz w miesiącu wyruszymy na zwiedzanie Dolnego Śląska i ?odkryjemy go ponownie?. Za każdym razem wypadało coś ważniejszego i z wielu wycieczek udało się zrealizować dwie, trzy. Epidemia covid-19 wymusiła zmianę dotychczasowej rutyny i na nowo uporządkowała codzienność. Na kilka tygodni świat skurczył się do domowych pieleszy. Na szczęście mamy to już za sobą (pytanie, czy na zawsze?).

    (więcej…)

  • Willa Hadriana. Brama do antycznego mikrokosmosu

    Willa Hadriana. Brama do antycznego mikrokosmosu

    To jedno z najsłynniejszych założeń architektonicznych starożytnego Rzymu. Przez współczesnych podziwiane, potem opuszczone, doświadczyło plądrowania i powolnej destrukcji. Ocalałe resztki bogatego wyposażenia, przede wszystkim rzeźby, są ozdobą niejednego muzeum na świecie. Willa Hadriana, bo o niej mowa, do dzisiaj budzi duże zainteresowanie, jest miejscem badań naukowych, a przed wszystkim celem wizyt tysięcy turystów. (więcej…)

  • Niemy krzyk

    Niemy krzyk

    Przyzwyczailiśmy się już do zadbanych, wyremontowanych zabytków na Dolnym Śląsku. Co można było uratować, zostało uratowane. Plakaty, broszury dla turystów, portale internetowe pełne są odnowionych obiektów. A przecież to mimo wielu osiągnięć nie jest norma. Wiele cennych zabytków pozostaje ruiną. Bolą rozpadające się w proch pałace, ewangelickie kościoły? Ma to oczywiście swój urok, choć w tych przypadkach zawsze powstaje pytanie, czy zrobiono wszystko, by uniknąć dewastacji i zagłady. Szczególnie że wiele strat wyrządzono tym obiektom nie w PRL, a ostatnich dekadach. (więcej…)

  • City of five towers

    City of five towers

    Ages ago, the direction and time were set by the towers. The wanderer, seeing them in the distance, gained strength until the last stage of the march. The voice of the bells informed about the time of the day, called for prayers, warned about the danger or announced a joyful event. The guards watching the towers noticed the approaching danger and called on the defenders to climb the walls. Panoramas of cities from old codes and old prints seem to be dominated by towers climbing upwards. Church towers, town hall towers, castle towers, towers and gates in the city walls… (więcej…)

  • Krzyżowa. Podróż w czasie i przestrzeni

    Krzyżowa. Podróż w czasie i przestrzeni

    Są miejsca, w których historia wydaje się być błogosławieństwem lub przekleństwem. Ich mieszkańcy żyją w jej cieniu, zmuszeni do codziennych z nią konfrontacji. Nawet jeśli sami skłonni byliby zapomnieć, to ona powraca wraz z kolejnymi przyjazdami zwiedzających. Bogata historia może być źródłem nie tylko sławy, ale i dochodów, tym niemniej i w takiej sytuacji staje się dla miejscowych nierzadko uciążliwością, wręcz torturą. Przeciskając się przez tłum turystów, korkujących główne trakty włoskich miast, bezpośrednio doświadcza się negatywnych stron takiego rozgłosu.

    (więcej…)