Jednym z tematów szeroko omawianych w poradnikach fotograficznych sprzed 1939 roku była ekspozycja (czytelnikom tego bloga nie muszę chyba bliżej wyjaśniać określenia). Fotograf mógł skorzystać z różnych sposobów obliczenia / odczytania potrzebnych danych do zrobienia poprawnego zdjęcia. Miał do dyspozycji gotowe tabele i po uwzględnieniu różnych kryteriów sam był w stanie ustalić czas naświetlania. Do pomocy miał także światłomierz, który w drugiej połowie lat 30. XX wieku wyparł dość żmudne i czasochłonne odczytywanie danych z tabel.

Zmarnowane klatki

W słowniku Leica opracowanym przez Fritza Vitha można znaleźć podrozdział, w którym autor przestrzega przed marnowaniem materiałów filmowych. Musiał to być częsty problem, skoro poświęcono mu tyle miejsca. Zdaniem Vitha 15% wszystkich negatywów (dane dotyczyły rynku niemieckiego) ulegało prześwietleniu i nadawało się tylko do wyrzucenia. Był to skutek nieumiejętnego wybrania parametrów, które składały się na dobrą ekspozycję. W 1937 roku, jak podaje autor, wykonano 350 mln negatywów, których wartość szacowano na 25 mln RM (Reichsmark). 15% zepsutych negatywów dawało 4 mln RM strat. To mogło przemawiać do wyobraźni i kieszeni wielu fotoamatorów. Robienie zdjęć miało więc nie tylko aspekt fotograficzny, skutkowało też konkretnymi finansowymi konsekwencjami. Mogło także, w niektórych przypadkach, przyczynić się do rezygnacji z dalszego robienia zdjęć.

Rozwiązanie I

Problem można było rozwiązać w dwojaki sposób. Pomocą służyły specjalne tabele, które można było znaleźć w każdym podręczniku (polski fotoamator mógł skorzystać z opracowania Tadeusza Cypriana, choć zaproponowana przez niego tabela nie była zbytnio rozbudowana). T. Vith zaproponował uwzględnienie następujących warunków: pory roku i dnia, pogody i motywu, aż w końcu czułości materiału filmowego. Następnie przedstawił zależność między przysłoną i czasem naświetlania. Przed zrobieniem zdjęcia należało dokonać ustawienia podstawowych wartości: przysłony, odległości (w przypadku mojej wersji za pomocą osobnego odległościomierza) oraz czasu naświetlania. Z pomocą opublikowanych tabel można było wykonać poprawnie zdjęcie (w następnych tygodniach sprawdzę te informacje…)

Rozwiązanie II

Innym rozwiązaniem trudności z określeniem poprawnej ekspozycji było zastosowanie światłomierzy. Zaczęły się one upowszechniać w drugiej połowie lat 30. XX. Specjalizowały się w ich produkcji zwłaszcza firmy niemieckie. Dzielono wtedy światłomierze na optyczne i elektryczne. W przypadku fotografów korzytających z aparatów Leica należało uwzględnić specyficzną wartość przysłony charakterystyczną dla tych urządzeń (wartości przysłony ujednolicono dopiero w latach 50. XX wieku). Fotograf miał do dyspozycji różne modele światłomierzy. Posiadam kilka, niestety, z powodu wieku i zużycia materiałów (dzisiaj trudno jest naprawić te urządzenia), są przede wszystkim ciekawym przedmiotem muzealnym, pamiątką po etapie w rozwoju tych precyzyjnych urządzeń.

Zob.

Tadeusz Cyprian, Podręcznik fotografii amatorskiej, wydanie nowe, uzupełnione i poprawione, Warszawa: Nakładem Spółki Wydawniczej „Pion”, 1933, s. 42-67.
Fritz Vith, Leica-Handbuch. Grossausgabe, Wetzlar: Technisch-Pädagogischer Verlag, 1941, s. 141-156.