Pracuję nad drugim wydaniem mojego fotobooka poświęconego Rzymowi. Przedstawiłem Wieczne Miasto w trzech odsłonach. Inspiracją stał się relief na jednym z budynków EUR, dzielnicy zbudowanej przez B. Mussoliniego. Zachowam podział na trzy części, ale do już znanych miejsc dodam nowe, niedawno odkryte. Wszystkie zdjęcia chcę przejrzeć na nowo i raz jeszcze wywołać za pomocą dostępnych mi programów. W trakcie pracy pojawiły się pewne trudności, którymi chcę się podzielić (być może wynikają one z mojej niewiedzy).

Rzym Mussoliniego

Od kilku lat interesuje mnie obecność historii w przestrzeni miejskiej. Niejednokrotnie pisałem na ten temat. Z zebranych zdjęć zacząłem robić pierwsze fotobooki. Po Rzymie, był Berlin, potem Warszawa. Ciągle pracuję nad wrocławskimi wątkami. Być może w przyszłości dojdą jeszcze inne miasta.

W trakcie wędrówek po Rzymie nawet nieszczególnie wrażliwemu na najnowsza historię zwiedzającemu rzucają się w oczy architektoniczne pozostałości po epoce Mussoliniego. Nie potrafię sobie wytłumaczyć fenomenu tego polityka, który – mimo dyktatury, jaką ustanowił – cieszy się nadal swego rodzaju estymą, w każdym razie nie traktuje się go jako paskudnego dyktatora, po którym należałoby zatrzeć wszelki ślad. Na budynkach użyteczności publicznej, kolumnach czy blokach skalnych nadal można dostrzec jego nazwisko.

Niewiele wyjaśniają rozmowy, jakie prowadziłem z włoskimi kolegami historykami. Żaden z moich rozmówców nie wiedział – przynajmniej na początku rozmowy – potrzeby działań, które u nas są oczywistością – usunięcia, to przynajmniej opatrzenia takiego miejsca dodatkową informacją. Być może jednym z powodów braku reakcji, jest fakt, że zbudowane wtedy rozwiązania okazały się praktyczne, a budynki z tego okresu zwykle są przykładem dobrej modernistycznej architektury.

II wydanie

Dwa lata temu opublikowałem fotobook poświęcony Rzymowi. W czasie ostatniego pobytu uzupełniłem zbiór zdjęć o nowe miejsca. Uwagę zwróciłem przede wszystkim na uniwersytet La Sapienza i jego otoczenie oraz Foro Italico, zespół sportowo-rekreacyjny. Wkrótce przygotuję drugie, uzupełnione wydanie. Pracuję nad wyborem i obróbką zdjęć. Muszę je także ujednolicić pod względem technicznym. Pierwsze wydanie obrobiłem w Adobe Lightroom (AL). Od dłuższego czasu korzystam też z drugiego programu do obróbki zdjęć, CaptureOne (CO). Korzystanie z obu programów rodzi różne problemy.

Adobe Ligtroom vs CaptureOne

Nie jest moim celem przedstawienie obu programów, w necie czy na półkach księgarskich można znaleźć wystarczającą ilość przewodników. Słów kilka tylko o specyficznych problemach, które pojawiły się w czasie pracy nad fotobookiem o Rzymie. Zacznę od AL. Po wyborze zdjęć (PhotoMechanic) i przesłaniu ich do obróbki w AL nie zwróciłem uwagi na miejsce umieszczenia plików w katalogu. Wgrywały się do ogólnego katalogu 2019. Próbowałem to zmienić, bezskutecznie.

W końcu musiałem na nowo stworzyć strukturę plików w programie, a wcześniej wywołane zdjęcia na nowo opracować. Transport do programu transformującego zdjęcia kolorowe na czarno-białe odbył się bez problemu. Jednak gotowe zdjęcie nie wgrało się do katalogu „dysku matki”, lecz odłożyło się w katalogu AL.

Transport zdjęcia do drugiego programu, CO odbył się bez problemu. Program zachował układ katalogów „dysku matki”. Dalszy transport do programu transformującego z koloru na biało-czarną skalę odbył się także bez większych problemów. Zdjęcie odłożyło się na „dysku matce” i jest dostępne do wglądu w przeglądarce PhotoMechanic.

Silną stroną AL jest skuteczne usuwanie wszelkich zabrudzeń z matrycy aparatu, CO ma jeszcze z tym problemy.