Tag: Miłoszyce

  • Niebieskie niebo

    Niebieskie niebo

    Z okazji przypadającej w tych dniach 81. rocznicy ewakuacji AL Fünfteichen (obecnie Miłoszyce na Dolnym Śląsku) Stowarzyszenie Lokalna Grupa Zwiadowców Historii zorganizowało „spacer pamięci” do miejsc związanych z funkcjonowaniem obozu. Frekwencja dopisała.

    Spacer był okazją do upamiętnienia, a także do bezpośrednich rozmów.

    Wybór zdjęć poniżej.

  • Pierwszy śnieg…

    Pierwszy śnieg…

    Spadł pierwszy śnieg. Zatem nie mogło zabraknąć zdjęć. Zrobiłem je w drodze na stację kolejową oraz we Wrocławiu. W Miłoszycach śnieg się utrzymał, we Wrocławiu stopniał bardzo szybko, zmieniając się w błotnistą maź.

    Przechodząc koło kapliczki w Miłoszycach, po raz kolejny zwróciłem uwagę na cztery dorodne dęby. W tym miejscu przed wojną musiał stać inny monument. Ale jaki? To wymaga sprawdzenia. W przeszłości sadzono dęby, by w ten sposób dodatkowo udekorować pomniki poległych.

    W Miłoszycach zachował się taki obiekt, obecnie jest ustawiony na skraju placu obok kościoła. Być może na mapach sprzed 1939 r. lub starych pocztówkach znajdę jakieś informacje na ten temat.

  • (Ro)zbita pamięć…

    (Ro)zbita pamięć…

    Wybraliśmy się na długi spacer na finiszu majówkowego długiego weekendu. Poszliśmy do pobliskiego lasu. Drzewa się wspaniale zazieleniły, słońce podświetlało młode liście. Na ziemi kładły się długie cienie drzew i krzewów.

    Muszę zajrzeć do mojego fotoarchiwum, by sprawdzić wcześniejsze zdjęcia. Miałem wrażenie, że cmentarz ewangelicki był w nieco lepszym stanie. Teraz tablice nagrobne bez wyjątku są porozbijane, z trudem można było odczytać nazwiska zmarłych. Te zdewastowane, uszkodzone napisy to ostatnie ślady pamięci o osobach sprzed stulecia, które zamieszkiwały te okolice.

    Za chwilę te ostatnie znaki przestaną istnieć. Być może ktoś wcześniej zrobił wykaz, może zachowały się materiały archiwalne i na ich podstawie będzie można dowiedzieć się czegoś więcej o zmarłych. Przydałaby się tablica informacyjna o tym miejscu. Za chwilę przechodząc obok, nie zwrócimy uwagi na to miejsce, las całkowicie je pochłonie.

    Kilka kilometrów dalej, na skraju innej wsi, resztki kolejnej nekropolii. Młoda zieleń otula nieliczne zachowane kamienie nagrobne.

    Zdjęcia zrobiłem obiektywem staroogniskowym 50mm. Fotografowałem na otwartej przysłonie. Skorzystałem z filtru pomarańczowego.

  • Miłoszycki las w styczniu

    Miłoszycki las w styczniu

    Może to przedwczesna konstatacja, zapowiada się jednak, że zima znów nas ominie. Mamy początek stycznia, jest wprawdzie lekki mróz, ale zapowiadanych śnieżnych opadów na razie nie widać. Las pozbawiony białej pokrywy wygląda raczej listopadowo niż styczniowo.

    Za to można w nim do woli oddychać świeżym powietrzem (podczas marszu przez obrzeża naszej wsi smog wręcz wisiał nad domami). Spacer wśród drzew po godzinach siedzenia przed komputerem jest wielką przyjemnością. Zaległości jak zwykle dużo, tylko część udało się nadrobić podczas przerwy świątecznej, inne sprawy są nadal w trakcie załatwiania…

    Amatorów niespiesznej wędrówki po naszym lesie nie było tego dnia za wielu. Panował spokój i cisza.

    Zdjęcia robię dalej w czerni i bieli, na razie zresztą mało jest kolorów do uchwycenia… Fotografie wykonałem obiektywem stałoogniskowym 35mm na otwartej przysłonie.

  • Wielka woda (3.2)…

    Wielka woda (3.2)…

    To ostatni wpis o zabezpieczeniu centrum Wrocławia przed powodzią, która – na nasze wielkie szczęście – miasto ominęła. Pracownicy instytucji wykazali się dużą ofiarnością, podobnie jak liczni wolontariusze, w tym studenci i doktoranci.

    Zabezpieczano różne zbiory, z worków z piaskiem można byłoby usypać niemal drugą Ślężę. Podniosły się w mediach społecznościowych głosy, czy jest to konieczne, czy nie powinno się skorzystać z innych, mniej pracochłonnych rozwiązań. Nie znam się na tym, nie chcę zabierać głosu.

    Wiem natomiast, że „technologię” worka z piaskiem może używać niemal każdy. Wzdłuż budynku Wydziału Filologicznego UWr postawiono duży kołnierz z gumy (czy tak się to nazywa?) napełniony wodą. To zabezpieczenie wielokrotnego użytku. Może powinniśmy ich mieć więcej w magazynach?

    Wspólne sypanie worków jest intensywną interakcją społeczną. Wyzwala bardzo pozytywne emocje w tak stresującym czasie. Nieznające się wcześniej osoby dzielą się pomocą i entuzjazmem. Dla społeczności, często słabo zintegrowanych, przyjezdnych, czy nowo osiadłych w danej dzielnicy była to często możliwość lepszego poznania sąsiadów. Wielokrotnie przywoływana powódź 1997 r. postrzegana jest jako czas ostatecznego spajania wrocławian z ich miastem. Może wrzesień 2024 r. będzie postrzegany tak przez nową generację wrocławian, często mieszkańców nowych osiedli, powstałych w ostatnich dekadach? 

    To oczywiście także sprawdzian dla władz różnych szczebli, które będą oceniane jeszcze długo i być może coraz bardziej krytycznie… Należy sobie życzyć, by takich sytuacji było jak najmniej. Długoterminowe prognozy jednak nie uspokajają. Możemy być coraz częściej konfrontowani z potęgą Natury, którą na co dzień zdajemy się kontrolować.

    Od sprawnego kierowania, informowania na bieżąco i zachęt do udzielania pomocy, a wreszcie osobistego przykładu wiele zależy. Z dużym zainteresowaniem obserwowałem zaangażowanie różnych kierowników jednostek, burmistrzów i wójtów / sołtysów. W naszej podwrocławskiej wsi, Miłoszycach choć niezagrożonej bezpośrednio powodzią, mieszkańcy pozytywnie zareagowali na wezwanie sołtysa o pomoc dla pobliskiego miasta – Jelcza-Laskowic i innych wsi, leżących w bliskim sąsiedztwie Odry. Podobnie burmistrz miasta Jelcza-Laskowic i jego zastępcy w częstych komunikatach w mediach społecznościowych rzeczowo informowali o bieżącej sytuacji, wzywali do konkretnej pomocy, gdy była ona potrzebna, na czas udostępniali potrzebne wolontariuszom materiały.

    Dla wzmacniania więzi społecznych w szybko rozrastających się miejscowościach tej części powiatu oławskiego ostatnie dramatyczne dni były bardzo ważne. Pokazały, że nie zajmuje nas tylko własny los czy najbliższego sąsiada, lecz ofiarnie bronimy naszego miejsca na ziemi, małej ojczyzny. I co ważne. Tak często podnoszone spolaryzowanie polityczne na tym poziomie chyba nie miało znaczenia, podobnie jak zróżnicowanie narodowe mieszkańców. Liczyła się chęć do pracy, pomocy w różny sposób. Kto mógł – pracował na wałach, ktoś inny przygotowywał jedzenie, ktoś inny podejmował już akcje pomocy, dla tych których wielka woda, niestety, nie ominęła. To optymistyczny znak na przyszłość.

    Zdjęcia zrobiłem obiektywem 28mm. Różnica między 24mm i 28mm nie jest duża. Jednak są to dwa różne obiektywy, każdy z nich inaczej oddaje kolory. Obiektyw 24mm w użyciu wymaga większej uwagi (zniekształcenia), można je jednak szybko skorygować w postprodukcji. Obiektyw ten też – mimo że jest najlepszy w swej klasie – trochę winietuje i nie radzi sobie do końca z aberracją chromatyczną. Ale i tą wadę można łatwo usunąć.

    Niezależnie od tego, oba obiektywy sprawdziły się, fotografowanie nimi sprawia mi wielką przyjemność… Czy za pomocą obiektywu 24mm można uzyskać głębię ostrości? Można, także portrety wyglądają całkiem nieźle…

  • „Małe Essen”. Zdjęcia

    „Małe Essen”. Zdjęcia

    Zdjęcia do projektu „Małe Essen” wykonywałem przez rok. Do wywołania mam jeszcze filmy analogowe (zdjęcia robiłem aparatami średnioformatowymi i małoobrazkowymi). Następnie wybiorę część z nich i ułożę w tematyczną całość.

    Mam nadzieję, że z tych zdjęć przygotuję wkrótce wystawę. Jeszcze zastanawiam się nad miejscem jej pokazania.

    W następnych miesiącach skoncentruję się na historii zakładów i jego obozów. Przygotuje grant badawczy, który pozwoli na realizacje badań archiwalnych, zwłaszcza w Niemczech.

    Do ilustracji wpisu wybrałem kilka zdjęć, które zrobiłem dzisiaj. Użyłem obiektywu szerokątnego 28mm.

  • Elmarit-M 28mm. Pierwsze wrażenia…

    Elmarit-M 28mm. Pierwsze wrażenia…

    Dzisiaj zrobiłem pierwsze zdjęcia Elmaritem-M 28mm. Ładna pogoda sprzyjała fotografowaniu. Wybrałem jeden temat: kościół pw. św. Mikołaja w Miłoszycach (inne zdjęcia ukażą się wkrótce w innym miejscu).

    Zmieniałem przysłony, pozycję aparatu. Tylko w jednym przypadku inaczej skadrowałem zdjęcie. Pozostałych zdjęć nie musiałem specjalnie edytować, kolory oraz układ pozostały niezmienione.

    28mm bardzo mi odpowiada. Wprawdzie Elmarit-M nie należy do tzw. jasnych, jednak nie przeszkadza mi to. Natomiast charakteryzuje się dobrą ostrością na całej klatce już od otwartej przesłony. Nie zauważyłem żadnych zniekształceń optycznych.

  • 21mm raz jeszcze

    21mm raz jeszcze

    Wczoraj był ślub koleżanki i kolegi z Instytutu. Pogoda była piękna. Zastanawiałem się, jaki zabrać na uroczystość aparat i obiektyw. Postanowiłem oczywiście zrobić kilka zdjęć na pamiątkę ważnego i miłego wydarzenia. 35mm miałem już w torbie, zastanawiałem się nad drugą ogniskową.

    Do zrobienia zdjęcia grupowego chciałem początkowo wziąć obiektyw szerokokątny 21 mm. W domu zrobiłem kilka próbnych zdjęć, ale nie byłem zadowolony z efektu. Na otwartej przysłonie nie mogłem trafić z ostrością (mimo użycia odpowiedniego wizjera).

    Trzeba było wykorzystać pewniejsze rozwiazanie. Wziąłem Leikę Q2, która ma jasny obiektyw 28mm. Sprawdził się wyśmienicie. Zatem zabranie 28 i 35 było strzałem w dziesiątkę, zrobiłem nimi trochę udanych zdjęć. Myślę, że uczestniczy uroczystości mogą być zadowoleni z efektu.

    21 mm nie dawał mi jednak spokoju. Postanowiłem wykorzystać go w czasie dzisiejszego spaceru w lesie. Pogoda była piękna. Tym razem obiektyw nie zawiódł. Nie wiem jednak, skąd się wzięły moje wczorajsze problemy (może się jeszcze nie obudziłem:))) teraz każde ze zdjęć było ostre.

    Obiektyw rysuje pięknie, nie zniekształca i odzwierciedla trafnie kolory. Może to kwestia wprawy, muszę go częściej wkładać do torby i korzystać przy nadarzających się okazjach.

    Zdjęcia zrobiłem obiektywem stałoogniskowym 21 mm (Voigtländer Nokton 21mm f/1.4).

  • „Małe Essen”

    „Małe Essen”

    Wznowiłem realizację projektu „Małe Essen”. Wkrótce zamieszczę dłuższy opis. Ostatnie dni były szarobure. Było ciemno, padał deszcz. Wczoraj w końcu zaświeciło słońce, dzisiaj rano zrobiłem kolejne zdjęcia do projektu.

    Robię je analogowo, posługując się aparatem średnioformatowym. Zdjęcia są czarno-białe. Oddają one moim zdaniem bardzo dobrze charakter miejsca oraz mój zamysł. Być może przed wakacjami podzielę się pierwszymi efektami. Jesienią chcę podsumować tą część projektu.

    Na dzisiejszą sesję wziąłem oczywiście statyw i światłomierz. Dobrze sprawdził się duży plecak. Zabrałam również aparat cyfrowy, dzięki czemu mogę tu zamieścić kilka migawek z Miłoszyc.

    Nie chcę się powtarzać. Rozmawiałem ostatnio na temat „małej ojczyzny” i odpowiedzialności za nią w podcaście #2historykow1mikrofon. Pozostawianie butelek po wódce na ławce przed pomnikiem uważam za przykład chamstwa, braku szacunku dla miejsca i przyrody.

    Nasze werbalne i publiczne upajanie się polskim patriotyzmem ostro kontrastuje z konkretnymi zachowaniami jakiejś części naszej wspólnoty i obojętnością kolejnej…

    Zdjęcia zrobiłem obiektywem szerokokątnym 21mm (Super-Angulon-R, 21 mm, f:4) z 1970 r.

  • Filmowa inspiracja

    Filmowa inspiracja

    Postanowiłem udać się na dłuższy spacer. Inspiracją stał się reportaż wrocławskiej dziennikarki, Joanny Lamparskiej pt. „Niewidzialny obóz śmierci”. Przedstawia on dzieje obozu pracy, AL Fünfteichen (dzisiaj Miłoszyce) i pielęgnowanie pamięci o nim przez Stowarzyszenie Lokalna Grupa Zwiadowców Historii. Wprawdzie większość miejsc pokazanych w reportażu znałem, jednak nie wszystkie.

    Aura dopisała. Było mroźno, ale pogodnie. O tej porze roku łatwiej odnaleźć ślady historycznych miejsc. Nie są zasłonięte bujnie rosnącą roślinnością. Oczywiście, nie wszystkie są dostępne. Część z nich jest w rękach prywatnych, być może wkrótce uda mi się skontaktować z ich właścicielami i uzupełnić materiał.

    Miłoszyce

    Gdy podążałem od jednego miejsca do drugiego, zastanawiałem się nad możliwościami ich wyeksponowania. Niektóre z nich są zachowane w całkiem niezłym stanie. Być może postawienie w tych miejscach tablic informacyjnych rozwiązałoby problem. Można byłoby zwrócić uwagę na te miejsca, ale także edukować.

    Następnym krokiem mogłoby być opracowanie ścieżki edukacyjnej. Nie ukrywam, że sam chętnie, w miarę możliwości, włączę się do takich prac.

    Zdjęcia wykonałem dwoma obiektywami stałogniskowymi 35 mm i 180 mm. Nad tym drugim nie udało mi się jeszcze w pełni zapanować, choć powoli przekonujemy się do siebie. Robienie tą ogniskową zdjęć za pomocą aparatu dalmierzowego jest wyzwaniem. Chętnie je podjąłem, ale nie do końca sprostałem…