Aleja czereśniowa. Opis projektu

Na pniu jednego z drzew przed laty ktoś białą farbą napisał słowo „aleja”, teraz niewyraźne. Drugie słowo jest nieczytelne, niemal zniknęło. Ten znak, naniesiony bezpośrednio na drzewo, stał się dla mnie punktem wyjścia do opowieści o miejscu, które istnieje już tylko szczątkowo — i o krajobrazie, w którym czegoś zabrakło, choć zapewne tego nie dostrzegamy…

Aleja

Tematem projektu jest aleja czereśniowo w pobliżu Niemczy na Dolnym Śląsku. Drzewa posadzono przed 1945 rokiem, w czasie gdy krajobraz wiejski był planowany i użytkowany z myślą o długim trwaniu. Aleje owocowe stanowiły wówczas naturalny element dróg i pól — łączyły funkcję użytkową z porządkiem przestrzeni. Dziś pozostały po nich jedynie nieliczne ślady.

Przez dekady drzewa te były wystawione na działanie wiatru, brak pielęgnacji i stopniową degradację otoczenia. Z roku na rok ubywało ich, aż w wielu miejscach przetrwały tylko pojedyncze, z reguły uszkodzone egzemplarze. Często stoją samotnie, jakby wyrwane z dawnego kontekstu, pozbawione towarzyszy, okaleczone.

Dziś takie resztki szpalerowych nasadzeń są raczej smutnym wspomnieniem niż ciekawym czy pożytecznym elementem krajobrazu. Przypominają o dawnej odpowiedzialności za przestrzeń wspólną, o projektach, których – nomen omen – owoce spożywać może następne pokolenie.

Fotografując pozostałości jednej z takich alei, próbuję przywrócić jej podmiotowość — spojrzeć na nią nie jak na ostatni relikt przeszłości, lecz jak na świadectwo pewnego sposobu myślenia o krajobrazie, który stopniowo zanika.

Dawniej

Krajobraz nas otaczający nie jest jedynie zbiorem elementów naturalnych, lecz przestrzenią zaplanowaną i podporządkowaną codziennym potrzebom ludzi. Zwyczaj sadzenia drzew przy drogach i granicach pól upowszechnił się w Prusach za czasów Fryderyka II. Była to decyzja praktyczna i długofalowa — drzewa miały służyć kolejnym pokoleniom, a nie tylko bieżącemu użytkowi.

Sadzenie alei odbywało się na dużą skalę. Drzewa dawały cień mieszkańcom wsi, wojsku, czy podróżnym. Wyznaczały granice majątków i porządkowały przestrzeń. Nierzadko, jak w przypadku sadzenia drzew owocowych, stanowić miały źródło pożywienia. Pełniły również funkcję orientacyjną — w otwartym krajobrazie były czytelnymi znakami prowadzącymi przez przestrzeń. Ich obecność nadawała drogom rytm i sens, a krajobrazowi — trwałość.

Aleje nie były pozostawione same sobie. Wymagały przecież troski i regularnej pielęgnacji, a ich niszczenie podlegało surowym karom. Drzewo było elementem wspólnego dobra, inwestycją rozciągniętą w czasie, wyrazem odpowiedzialności za przestrzeń.

Dzisiaj

Współczesny krajobraz Dolnego Śląska zachował jeszcze wiele ze swego uroku, mimo rozwoju przemysłowego rolnictwa i przekształceń wiejskiej zabudowy. Jednak stare aleje owocowe zniknęły z dróg i pól niemal całkowicie. Pozostały pojedyncze drzewa lub nieliczne ich grupy. Żyjące jeszcze drzewa, bardzo już stare jak na owocowe, są zwykle chore, niepielęgnowane, zepchnięte na margines przestrzeni użytkowej.

Ich zdziesiątkowana obecność wydaje się przypadkowa, choć w rzeczywistości są one reliktem dawnego porządku. Nikt już nie myśli o dosadzaniu młodych egzemplarzy, zresztą dawne odmiany przechowują jedynie arboreta takie, jak w podniemczańskich Wojsławicach.

Zmienił się nasz sposób myślenia o przestrzeni. Drogi projektuje się dziś przede wszystkim pod kątem funkcjonalności i bezpieczeństwa kierowców i pasażerów pojazdów, a drzewa bywają postrzegane jako przeszkoda czy zagrożenie, choć niebezpieczeństwo zwykle wynika z naszej zbyt szybkiej jazdy.

Zdegenerowane ostatki owocowych alei przestały być elementem infrastruktury krajobrazu, stały się problemem wymagającym „rozwiązania”, „posprzątania”. Wraz z nimi znika wiedza o ich istotnym użytkowym charakterze i znaczeniu dla lokalnych społeczności, ale także fauny – ptaków i owadów.

Pozostałe drzewa trwają więc w swoistym zawieszeniu i oczekiwaniu na kres. Ich powolny zanik dokonuje się niemal niezauważenie — bez społecznych protestów, bez decyzji, bez czyjejś odpowiedzialności. Nie wzbudzają takiego zainteresowania i chęci obrony, jak bardziej dorodne aleje złożone z dębów, lip czy klonów.

Drzewa owocowe są w porównaniu z nimi krótkowieczne, banalne przez swą użytkowość. Ale przecież ich wiosenne kwitnienie jest niezrównanie piękne. Fotograficzne zatrzymanie tych miejsc jest próbą przywrócenia im widzialności i zadania pytania o to, czy rzeczywiście muszą zniknąć bez śladu, czy nie mogłyby „odmłodnieć” przez nowe nasadzenia.

Zima

Projekt rozpocząłem zimą — świadomie i bez pośpiechu. To pora roku, która redukuje krajobraz do formy i struktury, pozbawia go kolorów, ruchu. Drzewo zostaje odsłonięte: widać jego kształt, układ gałęzi, ślady czasu (i ludzkiej przemocy) zapisane w korze. W zestawieniu z uśpioną przyrodą nagie drzewa stają się bardziej obecne, niemal natarczywie widoczne.

Zima sprzyja koncentracji obserwacji. Pustka wokół wzmacnia poczucie samotności drzew i podkreśla ich kruchość. Brak liści i koloru usuwa kontekst, który mógłby odciągać uwagę. Krajobraz jakby cichnie, a fotografia staje się zapisem tej ciszy. W takich warunkach łatwiej dostrzec to, co zazwyczaj umyka spojrzeniu.

Zdjęcia wykonałem w czerni i bieli. Ten wybór nie był wyłącznie decyzją estetyczną, lecz sposobem na podkreślenie ponadczasowości tematu. Monochromatyczny obraz pozwala skupić się na relacji światła i cienia, na fakturze i geometrii drzew. Zima stała się tu nie tylko porą roku, lecz także narzędziem opowieści.

Powrót

Do tych drzew, dzielnych ostańców, wrócę po kilku miesiącach, gdy – jak mam nadzieję – jeszcze raz w ich długim życiu zaczną kwitnąć. Ten powrót będzie próbą ponownego odczytania miejsca — sprawdzeniem, jak zmieniło się wraz z nadejściem wiosny.

Zimowa cisza ustąpi intensywności form i światła, a drzewa, dotąd nagie i surowe, pokażą swoją kruchą obfitość. Zakwitną jeszcze raz jakby na przekór naszej obojętności, czasowi, losowi, który co rusz sprowadza zagładę na kolejne z nielicznych rosnących jeszcze egzemplarzy.

Interesuje mnie konfrontacja dwóch stanów: uśpienia i rozkwitu. Chcę zobaczyć, czy kwitnienie przywróci alei dawną widzialność, czy pozwoli spojrzeć na nią nie tylko jak na relikt przeszłości, lecz jak na żywy element krajobrazu. Powrót stanie się też próbą odpowiedzi na pytanie, na ile zmiana pory roku zmienia nasze postrzeganie wartości tego miejsca.

Chcę też sprawdzić, czy powtarzanie zdjęć może stać się formą troski i czy dostrzeżona zmiana zrodzi potrzebę działania, a nie tylko nostalgicznej kontemplacji.

Cel

Celem projektu jest zwrócenie uwagi na zanikające aleje drzew owocowych — nie tylko jako zwykle nieuznawane pomniki przyrody, lecz także jako element użytkowego, racjonalnie zaplanowanego krajobrazu. Drzewa te przez dziesięciolecia dawały cień, pożywienie i porządek przestrzeni. Ich obecność była wynikiem myślenia długofalowego, dziś coraz rzadszego.

Fotografia staje się tu narzędziem uważności, a nie dokumentacji dla samej dokumentacji. Ma przywrócić widzialność temu, co tak łatwo omijamy wzrokiem, i zadać pytanie o odpowiedzialność — zarówno instytucjonalną, jak i indywidualną. 

Projekt nie formułuje gotowych odpowiedzi, lecz zachęca do refleksji nad tym, czy potrafimy jeszcze dostrzec wartość w rzeczach prostych, trwałych, ale i wymagających troski.

Efektem końcowym ma być wystawa, a następnie publikacja. Ich celem nie jest zamknięcie tematu, lecz jego otwarcie — jako zaproszenia do rozmowy o ochronie krajobrazu, o praktycznym wykorzystaniu drzew owocowych i o możliwości ocalenia tego, co wciąż jeszcze można uratować.

Uwagi końcowe

Na potrzeby tego wpisu wybrałem sześć pierwszych zdjęć. To jedynie fragment większego materiału, który powstaje w ramach projektu.

Zdjęcia wykonałem zarówno cyfrowo, jak i analogowo. Pracowałem z dwiema ogniskowymi — 35 i 50 mm — korzystając z obiektywów pochodzących z różnych dekad. To świadomy wybór, który pozwala zachować ogólną spójność spojrzenia, a jednocześnie subtelnie różnicować sposób zapisu.

Ten zestaw jest pierwszym aktem projektu. Kolejne fotografie, wykonane w innych porach roku, będą jego naturalnym rozwinięciem.

Newsletter

Zamawiając Newsletter, akceptujesz zasady opisane w Polityce prywatności. Rezygnacja z subskrypcji jest możliwa w każdej chwili.

* Pole obowiązkowe