W czwartek byłem krótko w Nysie. Uzupełniłem brakujące zdjęcia. Być może niektóre z nich ukażą się w nowej monografii miasta.
Początkowo chciałem zrobić zdjęcia dronem, pogoda jednak nie sprzyjała. Z powodu wiatru latanie dronem było ryzykowne. Miałem jednak ze sobą obiektyw do przetestowania. Tym razem z ogniskową 24 mm (szerzej na temat tego obiektywu pisałem pod koniec ubiegłego roku). Dotychczas używałem go do zdjęć krajobrazu. Teraz postanowiłem wykorzystać okazję i zrobić nim zdjęcia w mieście. Efekt zamieszczam poniżej.
Nysa
Podoba mi się odwzorowanie kolorów, zniekształcenia są do zaakceptowania. Ze zdjęciami pod słońce nie miałem większych problemów.
W drodze powrotnej z Ziemi Kłodzkiej zatrzymaliśmy się na chwilę w Mielniku i podziwialiśmy piękną grę świateł. Przed nami była panorama Bystrzycy Kłodzkiej i Gorzanowa.
Widok z Mielnika na Gorzanów
Dzień był wprawdzie szary i deszczowy, a śnieg był widoczny tylko w wyższych partiach gór. Jednak słońce, które pojawiło się na chwilę, zmieniło w mgnieniu oka cały nastrój.
Zdjęcia zrobiłem dwoma obiektywami stałoogniskowymi: 35mm i 180 mm.
Aura dopisała. Było mroźno, ale pogodnie. O tej porze roku łatwiej odnaleźć ślady historycznych miejsc. Nie są zasłonięte bujnie rosnącą roślinnością. Oczywiście, nie wszystkie są dostępne. Część z nich jest w rękach prywatnych, być może wkrótce uda mi się skontaktować z ich właścicielami i uzupełnić materiał.
Miłoszyce
Gdy podążałem od jednego miejsca do drugiego, zastanawiałem się nad możliwościami ich wyeksponowania. Niektóre z nich są zachowane w całkiem niezłym stanie. Być może postawienie w tych miejscach tablic informacyjnych rozwiązałoby problem. Można byłoby zwrócić uwagę na te miejsca, ale także edukować.
Następnym krokiem mogłoby być opracowanie ścieżki edukacyjnej. Nie ukrywam, że sam chętnie, w miarę możliwości, włączę się do takich prac.
Zdjęcia wykonałem dwoma obiektywami stałogniskowymi 35 mm i 180 mm. Nad tym drugim nie udało mi się jeszcze w pełni zapanować, choć powoli przekonujemy się do siebie. Robienie tą ogniskową zdjęć za pomocą aparatu dalmierzowego jest wyzwaniem. Chętnie je podjąłem, ale nie do końca sprostałem…
Usunięto zarośla. Postawiono część zwalonych pomników. Z ziemi wydobyto kolejne, czasem niezniszczone płyty. Kim byli tu pochowani? Jakie kryją się historie za tymi nieznanymi nazwiskami?
W Jelczu-Laskowicach odbył się I Dzień Muzeów. Skorzystałem z oferty przygotowanej przez instytucje miejskie, stowarzyszenia (więcej o tym dniu napisałem na innym blogu). Była to okazja do zrobienia zdjęć.
Jelcz-Laskowice
Jak zwykle w takich przypadkach, zdjęć jest więcej niż możliwości ich ekspozycji. W ciągu dnia mogłem bliżej poznać tylko trzy miejsca. Postanowiłem wybrać po 6 zdjęć z każdego z nich.
Poprzestałem tylko na jednym obiektywie, stałoogniskowym 35mm. To jasny i asferyczny obiektyw, świetnie sprawdza się w zróżnicowanych warunkach świetlnych. Jego plastyka jest niepowtarzalna i to różni go od innych obiektywów. Edycję ograniczono do minimum.
Tym razem będzie mniej o samym pałacu w Jelczu, a więcej o otaczającym go parku.
Po śniegu sprzed tygodnia nie było już śladu. Mimo listopadowego pejzażu i nieodłącznego błota, warto tam zajrzeć. Wśród drzew znajduje się budynek kaplicy dla służby pałacowej, tajemnicze wzniesienie ze schodami (może był to ogrodowy pawilon, punkt widokowy charakterystyczny dla założeń krajobrazowych?) oraz prostokątna sadzawka.
Zwróciłem też uwagę na system doprowadzania wody ze śluzami. Czy park kryje więcej tajemnic? Z pewnością. Być może uda się go rewitalizować. Podczas prac tego rodzaju być może udałoby się znaleźć jeszcze inne elementy małej architektury.
Co się stało z rzeźbą Jana Ewangelisty stojącej nad sadzawką? Na razie nie wiadomo. Przed laty czyszczono stawy, ale nie odnaleziono rzeźby lub jej fragmentów. Czy została zniszczona? A może przeniesiona w inne miejsce (w pobliże jednego z kościołów)?
Piotr Kutela, szef prężnie działającego w Jelczu-Laskowicach Stowarzyszenia Lokalnej Grupy Zwiadowców Historii, zaprosił mnie na zwiedzenie drugiego pałacu w mieście, znajdującego się przy ul. Kukułczej 1. Długo się nie zastanawiałem, bo była to jedyna okazja, by w końcu obejrzeć obiekt i otaczający go park (szerzej piszę o tym w innym miejscu). W pałacu odbywało się akurat wielkie sprzątanie przez „Nocą Muzeów”, która odbędzie się w przyszłą sobotę.
Zabrałem ze sobą trzy body i tyleż obiektywów stałoogniskowych, dwa 28mm, w tym tilt-shift oraz 1 stałoogniskowy 35mm. Nie byłem pewien, czy będę miał czas na zmianę obiektów. Wybór okazał się trafny. Warunki były względne. Wprawdzie nie padał już śnieg, ale było szaro, żaden promień słońca nie przedarł się przez nisko wiszące chmury.
Koledzy ze Stowarzyszenia zajęli się sprzątaniem, w tym czasie mogłem zrobić zdjęcia. Muszę przyznać, że sprawiło mi to wielką przyjemność. Motywów było sporo. W wyborze zdjęć uwzględniłem tylko te związane z pałacem i ogrodem. Należy jednak pamiętać, że na terenie ogrodu zbudowano po 1945 roku wiele budynków o różnym przeznaczeniu, od stołówki po garaże. Dzisiaj są opuszczone i staowią wdzięczny obiekt do uprawiania fotografii lost places.
Edycję ograniczyłem do minimum. Myślę, że bez większych problemów można odróżnić obiektywy, których użyłem. Dwa z nich (28mm) wyprodukowano jeszcze na przełomie lat 80/90, trzeci (35mm) przed dwoma laty.
Z jednej strony powinienem być zadowolony. Moje fotografie ukazały się w wydanej właśnie ważnej książce. Jednak z drugiej trochę jestem rozczarowany sposobem ich prezentacji. Sprawiają wrażenie „upchniętych” bez pomysłu, a druk na zwykłym papierze nie dodał ich walorów. Szczegóły fotografia stały się mało czytelne.
Przez kilka miesięcy na ulicach Wrocławia przyglądałem się różnym formom obecności tematu wojny w Ukrainie: od zwykłych, dwujęzycznych tablic informacyjnych do ciekawych instalacji artystycznych. W szybkim czasie przestrzeń miejska wypełniła się symbolami ukraińskimi, niebiesko-żółtymi barwami. Pojawiły się różne symbole polsko-ukraińskiej solidarności. Zrobiłem przez te miesiące wiele zdjęć, część publikowałem już na tej stronie.
Przed kilkoma tygodniami skontaktował się ze mną niemiecki wydawca z Drezna, który chciał zilustrować publikację o wojnie w Ukrainie moimi zdjęciami. Chętnie wyraziłem zgodę i przesłałem wybór zdjęć. Właśnie trzymam niedawno wydaną książkę w rękach.
Jestem zawiedziony. Inaczej wyobrażałem sobie ekspozycję zdjęć (niestety, wydawca przed drukiem nie przesłał mi składu do wglądu). Małej wielkości zdjęcia, słaba kolorystyka…
Z jednej strony cieszę się więc, że wykorzystano je w publikacji na ważny temat, z drugiej pozostaje pewne rozczarowanie i doświadczenie na przyszłość.
W sumie zamieszczono dwa moje zdjęcia na okładkę i 11 w postaci wkładki.
Pogoda w nowym roku nas nie rozpieszcza. Niskie, ponure chmury lub deszcz… Wreszcie jednak pojawiło słońce. Krótki spacer przed zmierzchem wzdłuż starorzecza Odry w Jelczu-Laskowicach. Feeria kolorów wokoło, przez chwilę wydawało się, jesteśmy pośrodku jakiegoś niedokończonego dzieła malarskiego… Przyroda z minuty na minutę dodawała kolejne pociągniecie pędzlem.
Zdjęcia zrobiłem obiektywem stałoogniskowym 24mm. Edycję ograniczyłem do minimum.
Przejrzałem wszystkie katalogi ze zdjęciami wykonanymi w ubiegłym roku. Zrobiłem ich 11441. Wybranie 12 zdjęć było więc karkołomnym zadaniem. Początkowo wybrałem ok. 100, z tych 100 odrzuciłem – z żalem – połowę. W końcu, z pomocą bliskich, wybrałem 12. W porównaniu z ubiegłym rokiem zdjęć związanych z pandemią mam niewiele, pojawił się za to temat wojny w Ukrainie i jego prezentacja w przestrzeni miejskiej wybranych państw europejskich. W 2022 roku ostatecznie pożegnałem się z systemem Canon. Nie przekonał mnie, zdjęć z jego pomocą robiłem coraz mniej. Aparat, obiektywy i filtry niepotrzebnie obrastały kurzem i nadszedł czas przekazania ich w dobre ręce. Uzupełniłem natomiast system Leiki o kolejny model – Leikę R. Pod koniec roku moja fotografia stała zaś pod znakiem twórczości analogowej.
Brzezinka (czerwiec)
Trudny wybór
Zestawienia roczne prowadzę już od dwóch lat (por. zakładka: Galeria). Wybór najlepszych zdjęć nie jest łatwy, ale przejrzenie katalogów pod koniec roku pozwala na ponowne przemyślenie własnej twórczości na tym polu, utwierdzenie się w wyborach lub zaplanowanie korekty w przyszłości. Generalnie jestem zadowolony z efektów. W moim zeszłorocznym portfolio dominuje fotografia przyrody, streetowa, architektury i rodzaj, który nie wykazuje żaden z podręczników, visual history. Taki typ zdjęć jest związany z moim zawodem historyka. Interesują mnie więc nie zawsze spektakularne motywy, choć te wybrane w połączeniu z odpowiednim komentarzem jawią się niekiedy w całkiem innym świetle. Naturalnie nie zwalnia mnie to z dbałości o stronę estetyczną zdjęć (komórka służy mi za fotograficzny notatnik).
Zmiany hardware’owe
Miniony rok przyniósł duże zmiany w tym zakresie. Ostatecznie pożegnałem się z systemem Canona. Zauważyłem, że sięgam po niego rzadko, praktycznie obrasta kurzem. Przekazałem go w młodsze ręce. Mam nadzieję, że z korzyścią, zresztą o efektach wkrótce się przekonam:)) Natomiast zintensyfikowałem studia nad historią Leiki. Postanowiłem do już posiadanego systemu tzw. śrubowego (Leica I-III) i M, dokupić R oraz obiektywy. Druga połowa roku stała więc pod znakiem eksperymentowania z tym systemem, zwłaszcza obiektywem tilt-shift 28mm. Ponadto doszły obiektywy tele (tych nie używałem dotąd wcale).
Historia Leiki
W ubiegłym roku wstrzymałem produkcję nowych odcinków podcastu poświęconego historii Leiki. Były tego różne przyczyny. Jedną z nich był brak nowych materiałów. Do tego doszedł lockdown. W ostatnich dniach grudnia pojawiła się jednak nadzieja na zmiany. Być może w kwietniu będę mógł zapoznać się ze zbiorami zakładowymi Leiki i umówić się na miejscu na kwerendę. Stale jednak aktualizowałem wykaz bibliograficzny oraz publikowałem nowe wpisy na blogu z historii Leiki. Planuję powrót do podcastu w najbliższym czasie, może urozmaicę go wywiadami z różnymi historykami zajmującymi się dziejami fotografii, a Leiki w szczególności.
Wszystkie zdjęcia zrobiłem Leicą, głównie obiektywem 35mm.