Spędziłem kilka dni w Berlinie, biorąc udział w konferencji. Hotel znajdował się w samym centrum, blisko Bramy Brandenburskiej. Gdy inni uczestnicy konferencji jeszcze spali, wyruszałem z aparatem na ulice cichego jeszcze miasta. Mijałem tylko pojedynczych przechodniów.
Dzień wcześniej ta część Berlina była zablokowana z powodu wizyty króla Wielkiej Brytanii. Postanowiłem sfotografować pomniki na mojej trasie.
Z pomnikiem Moltkego byłem już od dawna za pan brat, ale Bismarcka jeszcze nie fotografowałem. Akurat zza chmury zaczęło wyglądać słońce i pojawiły się pierwsze cienie.
Zdjęcia zrobiłem Leicąq2 (z wbudowanym na stałe obiektywem 28mm).
Od listopada 2022 roku w Opolu można zwiedzać multimedialną wystawę poświeconą historii i teraźniejszości Niemców Polsce. O wystawie pisałem na innym blogu. Zastanawiałem się, jakim obiektywem zrobić dokumentację. Wziąłem ze sobą tylko jeden 28mm. Tym razem skorzystałem z autofocusa. Otwarłem możliwie szeroko przysłonę (zwykle f:1.8), iso ustawiłem na 200. Oświetlenie było zróżnicowane. Plansze i eksponaty były oświetlone punktowo silnym światłem. Efekt poniżej.
Dotąd zdjęcia robiłem w formacie RAW. Tym razem włączyłem dodatkowo opcję wykonania zdjęć w jpg w czerni i bieli. Pliki RAW pozostały nienaruszone, wersja w innym formacie jest bowiem dodatkową opcją. Po załadowaniu zdjęć w jpg do komputera nie do końca byłem jednak zadowolony. Być może w ustawieniach aparatu o czymś zapomniałem.
Wprawdzie każde ze zdjęć było ostre, jednak nie posiadało tych kontrastów, o które mi chodziło. Ostatecznie zrezygnowałem więc z ich publikacji. Zdjęcia miały ilustrować mój wpis na innym blogu. Na szczęście dysponuję plikami RAW. Warunki do fotografowania były znośne, choć było dość ciemno.
Niektóre plansze były ostro oświetlone przez punktowe reflektory.
Zdjęcia zrobiłem obiektywem stałoogniskowym 28mm, otwarłem przysłonę do f:1.8, iso ustawiłem na 200-400.
Realizuję właśnie duży projekt wydawniczy. Korzystam z różnych obiektywów szeroko- i ultraszerokokątnych. Używam ich do fotografii architektury i zdjęć reporterskich. Czasami robię nimi także portrety. Za każdym razem wychodzi niestandardowy obrazek, kadr nie jest ciasny, uzyskuję sporo dodatkowych informacji. Mój zestaw obiektywów poszerzył się o nowy nabytek, Super Angulon 21mm f:4.0 z … 1970 roku. Przewidziano go wprawdzie do mocowania w aparacie Leica R, jednak z powodzeniem użyłem Angulona na cyfrowym korpusie z mocowaniem M (oczywiście z pomocą odpowiedniej przejściówki). Pierwsze zdjęcia wyszły nieźle, będę cześciej sięgać po ten obiektyw.
Jelcz-Laskowice
Trochę historii
Nowy obiektyw ultraszerokokątny 21mm, f:4.00, Super Angulon R zaprezentowano w czasie targów (Photokina) w 1968 roku. Jego poprzednikiem był obiektyw 21mm f:3.4 Super Angulon, który oferowano użytkownikom lustrzanek Leiki od 1964 roku. Z powodów konstrukcyjnych (duży element wystający z tyłu) był niełatwy w życiu (konieczność blokowania lustra) i nie cieszył się zainteresowaniem. Użytkownicy lustrzanki nie mogli więc zobaczyć tego, co widział obiektyw, kadrowanie i ustawienie ostrości było znacznie utrudnione. Nowy obiektyw, wprawdzie ciemniejszy od swego poprzednika, nie miał jego wad tak dolegliwych dla użytkowników.
Zalety
Nowy Augulon posiadał jeszcze inne zalety. Poprawiono w nim jakość optyczną. Obraz jest równomiernie oświetlony dzięki użyciu dziesięciu soczewek w ośmiu grupach. Kąt widzenia wynosi 92º (dla pełnej klatki) i posiada 4 listki przysłony, które od f:4 do f:22 zatrzymują się co pół stopnia. Odległość ostrzenia możliwa jest już od 20 cm. Był przewidziany dla lustrzanki Leicaflex, obecnie można go stosować także w aparatach cyfrowych (po zastosowaniu odpowiedniej przejściówki). Obiektyw produkowano do 1994 roku (potem Leica nie oferowała już obiektywu z tą ogniskową).
Użycie dzisiaj
Metalową obudowę obiektywu wykonano bardzo solidnie. Soczewki są najwyższej jakości. Waży niemało – 420 gramów. Jednak po przyłączeniu go do Leiki M240 dobrze leży w ręce. Pierścienie – mimo upływu dziesięcioleci – działają bez zarzutu. Pierścień ostrzenia obraca się lekko, natomiast przysłony zatrzaskują się co pół stopnia z wyraźnym kliknięciem. Jeśli można mówić o miłości od pierwszego wejrzenia, to usłyszenie pierwszego kliknięcia przysłony może odegrać podobną rolę jak uwodzący wzrok. Ponieważ miałem obiektyw podłączony do współczesnego korpusu, korzystałem z tylnego wyświetlacza LCD i ustawiałem ostrość za pomocą tradycyjnej techniki ostrzenia (tzw. ogniskowanie strefowe / zone focusing). Ponadto przydatne okazało się określanie odległości hiperfokalnej. W trakcie robienia zdjęć nie musiałem używać pierścieni, skoncentrowałem się tylko na kompozycji kadru.
Jakość zdjęć
Pomimo upływu ponad 50 lat obiektyw sprawdził się niezawodnie. Ładnie odwzorował kolory. Edycję ograniczyłem do minimum. Zwykłe robiłem zdjęcia z użyciem przysłony 5.6. Na fotografiach nie zauważyłem zniekształceń. Pozytywnie zaskoczyła mnie ostrość na całym kadrze. Oczywiście, zdjęcia robiłem aparatem cyfrowym, czas zrobić też analogowym. Jestem ciekaw efektu i ewentualnych różnic. Bez wątpienia Angulon 21mm jest dobrym rozwiązaniem do robienia zdjeć architektury czy ujęć reporterskich. Sprawdza się też w fotografii portretowej. W czasie robienia zdjeć spotkałem starszą panią, wymieniliśmy się uwagami o stanie okolicy. Zrobiłem jej dwa, trzy zdjęcia. Nie opublikuję ich, ale zaręczam, że wyszły nieźle.
Zrobiłem kilka zdjęć w rejonie dawnej fabryki papieru (po II wojnie wznowiono produkcję, potem zakład przejął Polar, dzisiaj należy do Whirpoola).
Atmosfera okolicy dość niewspółczesna. Jak się okazało, nie myliłem się. Zlokalizowano tu plan serialu filmowego „Dom pod Dwoma Orłami”. Serialu nie oglądałem, choć dotyczy Wrocławia. Muszę nadrobić to w następnych tygodniach, tym bardziej, że w odc. 9 jest mowa o robotnikach przymusowych.
W pobliżu budynków fabrycznych stoi krzyż ogrodzony niskim płotkiem. To swoiste miejsce pamięci religijno-historycznej, czego przejawem są banery towarzyszące krzyżowi.
Zdjęcia zrobiłem obiektywem stałoogniskowym 21mm i 35mm.
W końcu pogoda się nieco poprawiła. Zaświeciło słońce, niebo było niebieskie. Promienie pięknie odbijały się od wody. Zakwitły przebiśniegi. Jeśli dobra pogoda się utrzyma, wszystko w mig zakwitnie.
Potem był zalew i spacer po lesie. Przez chwilę obserwowałem śmiałków, którym temperatura powietrza i wody nie była straszna. Podobnie jak dzień wcześniej, zdjęcia zrobiłem obiektywem szerokokątnym 21mm.
To jedna z trzech ogniskowych, które mogę ustawić w obiektywie (to nie jest tzw. zoom). Mogę wybrać 16, 18 i wspomniane 21mm. Nie jest to zbyt jasny obiektyw (f:4,0), są inne o bardziej otwartej przesłonie (ceny są jednak ultrawysokie).
Być może uda mi się wypożyczyć i sprawdzić ich jakość w praktyce (interesuje mnie przede wszystkim ogniskowa 21mm).
Ponieważ w wizjerze dalmierza nie ma ramek dla obiektywów szerokokątnych (względy techniczne), użyłem zewnętrznego wizjera. Nie lubię dołączać do korpusu aparatu zewnętrznych urządzeń, wszak w tym przypadku musiałem zrobić wyjątek. Kadrowanie dzięki temu było znacznie ułatwione.
Zrobiłem pierwsze próbne zdjęcia. To początek dużego projektu. Nie zdradzę szczegółów, by nie zapeszyć. Mam nadzieję, że efekty będzie można już wkrótce zobaczyć. Zdjęcia mogłem zrobić dopiero popołudniu, po zajęciach ze studentami. Powoli robiło się ciemno, pojawiły się pierwsze światła w oknach.
Użyłem obiektywu stałoogniskowego 24mm. Edycję ograniczyłem jak zwykle do minimum.
Kolejne warte zwiedzenia miejsce związane z drugą wojną światową zlokalizowane jest w niedalekim lesie. To dawny poligon, który doczekał się właśnie opracowania ścieżki turystycznej. Przy pozostałościach poligonowej infrastruktury ustawiono tablice informacyjne. Wkrótce ma się odbyć oficjalne otwarcie trasy.
O poligonie i nowej ścieżce napisałem na innym blogu. Nie dotarłem dziś do wszystkich miejsc związanych z poligonem. Na to musiałbym poświęcić więcej czasu. Pogoda była pochmurna, słońce nie chciało wyjść zza chmur.
Przysłonę miałem ustawioną na 5,6, dopiero pod koniec wędrówki po lesie zwiększyłem iso do 200. Używałem obiektywu stałoogniskowego 24mm. Jest to lekka konstrukcja, która sprawdza się w czasie wędrówki. Pozwala na ujęcie głównego motywu i tła w przekonującym zakresie i bez zniekształceń (typowych dla obiektywów szerokokątnych).
Wirus dopadł mnie w najlepsze. Od razu uspokoję. Zajęcia na uczelni odbędą się zgodnie z planem. To nie covid czy grypa. To rodzaj szczególny wśród wirusów. Potrafi złapać w nieznanym momencie, nie ma lekarstwa na na niego. Przynajmniej nikt go dotąd nie znalazł. A może i nie szukał?
W drodze powrotnej z konferencji musiałem się zatrzymać w pewnym wyjątkowym miejscu, choćby na krótko. I nie zawiodłem się. W galerii Leiki prezentowano akurat prace Franka Horvata. W kawiarni napiłem się wyśmienitej kawy. Zrobiłem zdjęcie Leiki uratowanej z katastrofy sterowca Hindenburg. Opowiem o tym podczas jutrzejszej rozmowy podcastowej.
Ten wirus jest w sumie bezpieczny, choć wymaga sporego poświecenia…
Zdjęcia zrobiłem dwoma obiektywami stałoogniskowymi 24mm i 35mm.
Mosty Pomorskie oddano do użytku już jakiś czas temu. Nie miałem jednak okazji ich zwiedzić. Wprawdzie z pracy mam kilka kroków, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie. W końcu zebrałem się i poszedłem podziwiać efekty renowacji (o moście pisałem już kilka miesięcy temu).
Muszę przyznać, że zrobiły na mnie duże wrażenie. Pięknie wykończone balustrady, nowe stylowe latarnie. Teraz mosty wydały mi się bardziej przestronne, szersze. Odnowiono kamieniarkę, zachowano pierwotne napisy. Widok na Uniwersytet nie jest już niczym zakłócony (przez lata ogromna rura uniemożliwiała zrobienie ładnych zdjęć). Tym razem na zdjęciach chciałem oddać przestrzeń i architekturę mostu.
Przepięknie się komponuje z okolicznymi budynkami, także Gmachem Głównym Uniwersytetu.
Wrocław
A może, niech mi będzie wolno trochę pomarzyć, doczekamy się remontu Mostu Uniwersyteckiego? Jedna z centralnych przepraw Śródmieścia przecież na to zasługuje. Zwłaszcza że wiedzie do wspaniałego barokowego obiektu.
Zdjęcia zrobiłem obiektywem stałoogniskowym 24mm z f:5,6. Edycję zdjeć ograniczyłem do minimum.