Musiałem w końcu wyjść na świeże powietrze, odetchnąć choć trochę. Kolejne zajęcia zdalne za mną. Postanowiłem udać się do lasu, śnieg leżał na ziemi. Oj, wczesna zima w tym roku? Słońce już zachodziło. Wziąłem ze sobą aparat. Nie miałem żadnego konkretnego celu, chciałem tylko zrobić kilka zdjęć. Do edycji wybrałem niektóre z nich, efekt poniżej.
Myślałem, że wczorajszy wpis będzie zapowiedzią zimy, ale za kilka tygodni. Pomyliłem się. Od rana padał śnieg. Byłem krótko u teściów na Wyszkach. Wyjazd z Miłoszyc nie stanowił większego problemu. Trudności pojawiły się za Bardem Śląskim. Śnieg padał coraz gęstszy, a piaskarki należały do zjawisk raczej rzadkich na S8, zgodnie z odwieczną tradycją drogowców. Za Kłodzkiem zima już była w pełni. Do Wyszek dojechaliśmy z trudnościami.
Koncentrowałem się na utrzymaniu auta na jezdni. Niestety, nie wszyscy kierowcy dostosowali prędkość do warunków pogodowych (to nic nowego, tylko kolejna banalna konstatacja). Zbliżające się w szybkim tempie z naprzeciwka auto z ledwością nas minęło. Przez chwilę zastanawiałem się, czy nie ustąpić, kto wie, być może kosztem zapoznania się z rowem. Tym razem skończyło się szczęśliwie? Po drodze chciałem się zatrzymać i zrobić kilka zdjęć. Śnieg jednak padał coraz intensywniej. Dopiero po przyjeździe na miejsce opad przez chwilę zmalał, mogłem zrobić krótki wypad z aparatem w ręku. Efekty zadowalające. A śnieg? Pada w najlepsze.
Z dnia na dzień zmieniła się pogoda. W nocy spadł pierwszy śnieg. Zrobiłem kilka zdjęć. W ostatnich tygodniach nie miałem zbyt dużo czasu, by przyglądać się zmianom na osiedlu. Przybyły nowe budynki, inne wkrótce powstaną. Coraz więcej płotów oddzielających posesje. Trochę z nostalgią wspomniałem czasy, gdy mogłem do woli wybierać różne motywy do zdjęć. Przed obiektywem nie miałem żadnych barier. Wkrótce pozostanie już tylko las. Może czas najwyższy bliżej go poznać? Jutro pierwsza niedziela adwentu, oficjalnie mogę zapalić moją / naszą gwiazdę z Herrnhut!
Tak czasami tłumaczy się nazwę miasteczka Herrnhut. To jedna z ciekawszych miejscowości Górnych Łużyc (o jej historii szerzej piszę na innym blogu). Odwiedziłem ją przed tygodniem. Zwiedziłem miasteczko wzdłuż i wszerz. Pogoda dopisała, słońce podkreślało wszystkie uroki tutejszej zabudowy. Wprawdzie po wojnie miasteczko popadło w zaniedbanie, jednak powoli wraca do swej świetności. Duża w tym zasługa władz miasta i samych mieszkańców. Zabytkowe budynki są już pięknie odrestaurowane.
Największe wrażenie wywiera jednak nie centrum miasteczka, ale barokowy cmentarz i leżący na obrzeżach mały zakład produkujący słynne gwiazdy bożonarodzeniowe (Herrnhutter Sterne). Miasteczko odwiedziłem po raz pierwszy, ale nie ostatni. Lektury, które odbyłem już po powrocie, przekonały mnie, że jest jeszcze wiele miejsc, wiele tematów, które mi umknęły.
Warte poznania jest archiwum braci czeskich, założycieli miasta, które powstało w 1772 r., innym tutejsze muzeum etnograficzne. W archiwum znajdują się m.in. życiorysy pisane przez wiernych tutejszej gminy. To kapitalne źródło do poznania ich wyobrażonego świata (Gedankenwelt). Natomiast w muzeum etnograficznym zgromadzono eksponaty z pobytów misyjnych.
Jest to jedno z najbardziej malowniczych ujęć panoramy Bystrzycy Kłodzkiej. Góra Parkowa oferuje rozległy widok na miasto. Posiada ono zwartą, wywodzącą się ze średniowiecza zabudowę. Mury nadal wyznaczają granice jego centrum, a wieże, w tym ratuszowa i kościelna, górują nad dachami budynków.
Jeszcze nie tak dawno ten przepiękny widok częściowo przesłaniały drzewa samosiejki, które z biegiem dekad wyrosły na obszarze założonego w końcu XIX w. parku. Po 1945 r. specjalnie nie dbano o ten teren. Park zmienił się w las, ścieżki zarosły, taras widokowy został zdewastowany. Zlokalizowana na Górze barokowa kaplica św. Floriana, patrona miasta, mimo posiadania znakomitych dzieł rzeźbiarskich nie była szerzej znana.
Dopiero w ostatnich dekadach coś zaczęło się zmieniać. Odtworzono pomnik nagrobny pochowanego na szczycie Góry pisarza Hermanna Stehra. Dawni mieszkańcy Bystrzycy we współpracy z lokalnymi aktywistami doprowadzili do ustawienia ozdobnego wazonu z piaskowca w miejscu gdzie przed wojną podobny obiekt upiększał rosarium. Wreszcie władze miasta przystąpiły do komleksowej rewitalizacji parku. Odsłonięto nowy pomnik Stehra, zaczęto porządkować teren.
Dzisiaj można dostrzec efekty tych prac. Wyremontowano ścieżki, ustawiono ławki (szkoda że betonowe i w formie raczej nijakie). Odnowiono rozległy taras widokowy, który zyskał fontannę. Panorama Bystrzycy nie jest już przesłonięta samosiejkami. Mieszkańcy i turyści otrzymali więc nowy, atrakcyjny cel spacerów.
W ostatnich tygodniach nie zamieściłem żadnego wpisu na blogu z fotografią. Niektórzy czytelnicy zaczęli się dopytywać, co się stało, czy nie przestałem fotografować, kiedy pojawi się kolejny wpis. Przyczyną był początek roku akademickiego i nawał obowiązków z nim związany. Fotografowałem wprawdzie sporo, ale nie miałem czasu, by się podzielić zdjęciami, wybrać jakiś temat przewodni. Czas więc wrócić do regularnego publikowania tekstów. Pod koniec wpisu podzielę się pomysłem, być może spotka się z pozytywnym przyjęciem.
Krótki wypad do Wojsławic. Ogród powitał nas feerią kolorów. Przyjechaliśmy w dobrym momencie. Rododendrony pięknie kwitły. W ogrodzie tłumy zwiedzających. Wprawdzie pogoda była dzisiaj kapryśna, na przemian świeciło słońce i padał rzęsisty deszcz, nikogo to nie zniechęciło.
Wojsławicki ogród stale się rozbudowuje. Doszły nowe ścieżki i rabaty. Bardzo podobała nam się także mała architektura ogrodowa.
Tym razem zabrałem dwa aparaty. Trzy obiektywy były w pogotowiu: dwa zmiennoogniskowe i jeden o stałej ogniskowej. Na wszelki wypadek wziąłem także filtry i statyw (ostatecznie nie użyłem ich ani razu). Pogoda dopisała. Była zmienna, ale ostatecznie wpłynęło to na urozmaicenie zdjęć. Przeważnie świeciło słońce, tylko od czasu do czasu padał deszcz. Chmury układały się w piękne kompozycje. Ponieważ wegetacja roślin jest w tym roku opóźniona, dopiero teraz kwitną niektóre z wiosennych krzewów. Oczy wręcz syciła świeża, szmaragdowa zieleń.
Kopaszewo
Majestatyczne dęby, kasztany, platany towarzyszyły nam przez cały czas, przypominając o pięknie starych drzewostanów. Żyjąc w miastach stykamy się tylko ze światem kontrolowanych roślin, którym daleko do lesych czy polnych krewniaków.
W wyborze udostępniam tylko po cztery zdjęcia z każdego miejsca, odwiedzonego podczas weekendowego pobytu w Wielkopolsce. Razem tworzą minipanoramę krótkiej wyprawy. W następnych wpisach zamieszczę więcej fotografii. Szczegółowy opis opublikuję na #blogihistoria.
Wczoraj udaliśmy się na długi spacer. Dzień wcześniej, w sobotę, braliśmy udział w biegu akademickim. Po raz pierwszy biegliśmy z aplikacją (z powodu panującej pandemii była to jedyna możliwość odbycia zawodów). Biegliśmy przez miłoszyckie pola i las. Pogoda nam dopisała. Pokonaliśmy dystans niemal bez wysiłku, nawet mieliśmy na koniec pewien zapas sił.
Miłoszyce
Natomiast spacer zrobiliśmy po całym dniu siedzenia przed komputerem (taka niedziela?). Pracy nazbierało się sporo, a kolejne terminy jak zwykle gonią. Wziąłem ze sobą oczywiście aparat. Postanowiłem robić zdjęcia przy otwartej przesłonie. Chciałem sprawdzić granice możliwości jednego z moich obiektywów.
Powstały wprawki, ale nie to było najważniejsze. Zachwyciła mnie gra kolorów. Już dawno nie widziałem tak żywej zieleni (wegetacja w tym roku jest trochę opóźniona). Małgosia po drodze zaczęła nagrywać śpiew leśnych ptaków.
Czasami sprawdza się obserwacja, że ciekawe motywy można znaleźć tuż za progiem lub krok dalej. Przed kilkoma tygodniami zakupiłem katalog zabytków powiatu oławskiego. Jest to bardzo przydatne kompendium. Przedstawiono w nim miejscowości w kolejności alfabetycznej, ukazano ich historię, zabytki i ? co mnie szczególnie interesuje ? stan ich zachowania. Szkoda tylko, że do przewodnika nie dołączono mapy albo kodu qr, za pomocą którego moglibyśmy wywołać ją i ułatwić sobie planowanie trasy zwiedzania. Muszę się więc zaopatrzyć w osobną mapę.
Marszowice
W programie krótkiej popołudniowej wycieczki mieliśmy wieś Marszowice k. Oławy. Zainteresował nas kościół, ruina pałacu oraz park. Kościół, którego początki sięgają XIV w., był zamknięty. Uwagę zwraca łączenie w tej budowli gotyckiej ceglanej części z kilka stuleci późniejszą o konstrukcji szachulcowej. Na przykościelnym terenie, dawnym cmentarzu, zachował się, choć w stanie destrukcji, jeden nagrobek. Upamiętnia jednego z członków rodziny właścicieli tutejszego majątku ziemskiego.
Marszowice
Do ruiny pałacu nie można podejść. Jest ogrodzona wysokim płotem. Podobnie do parku dostęp jest od strony wsi niemożliwy. Na cmentarzu za wsią, dawnej ewangelickiej nekropolii, znajduje się mauzoleum wspomnianej rodziny (w stanie wymagającym pilnego remontu). Herb właścicieli jest jeszcze dobrze widoczny.
Marszowice
Od strony pól doszliśmy po kilkunastu minutach marszu do starego parku. Niewiele zostało z jego świetności. Zachował się pagórek widokowy, ślady dawnych cieków wodnych z dwoma stawami, zdewastowany mostek nad jednym z kanałów. Park robi wrażenie dawno opuszczonego. Właściwie jest już lasem.
Bydło trzymane na dziedzińcu dawnego folwarku, bez przeszkód przywędrowało pod ruinę pałacu, zwabione chyba widokiem ludzi przyglądających się przez płot niegdysiejszej perle architektonicznej Marszowic.