Codziennie powstają miliony zdjęć. Niemal zaraz po naciśnięciu przycisku wyzwalacza nasze zdjęcie możemy od razu zobaczyć na ekranie. Potem albo umieszczamy je na jakimś portalu społecznościowym, albo archiwizujemy. Rzadko oddajemy do wywołania. Albumy też chyba wyszły z mody. Łatwość robienia zdjęć i ich umasowienie zbanalizowały fotografowanie. Rozpoczynając projekt fotograficzny Breslau / Wrocław 1925-35 – 2019-2021, postanowiłem wrócić do korzeni fotografii małoobrazkowej. Mój aparat Leica 1A pochodzi z 1930 roku. Jakie były wtedy możliwości robienia zdjęć? Jakie wykorzystywano materiały? Z jakich dodatkowych urządzeń korzystano? Pomocne w odpowiedzi na te pytania okazały się publikacje z tego okresu, polskie i niemieckie.

previous arrow
next arrow
previous arrownext arrow
Slider

Pierwszy aparat małoobrazkowy

Wprawdzie powszechnie znany niemiecki aparat Leica z zakładów Leitza w Wetzlar, nie był pierwszym małoobrazkowym aparatem, jednak był pierwszym, który wszedł do masowej produkcji i tym samym upowszechnił się w Europie i świecie (na początku lat 30. XX wieku sprzedano pond 60 tys. sztuk). Szybko też stał się ważnym produktem eksportowym Niemiec.

Jakie były zalety nowego aparatu, który do masowej produkcji trafił w 1925 roku? Były to: „kieszonkowe” rozmiary (13,2X5,5X3 cm), dobrej jakości anastygmatyczny obiektyw (od Leica IC wprowadzono wymienne obiektywy, które do dzisiaj są w użyciu, także w nowoczesnych, cyfrowych dalmierzach tej firmy), łatwość obsługi, wykorzystanie perforowanych filmów znanych z kinematografii o formacie 24X36 mm.

Jakość klisz pozwalała na wykonywanie powiększeń zdjęć. Inną zaletą była budowa nowego aparatu. Migawkę połączono z przesuwaniem filmu, co było na ówczesne czasy nowatorskim rozwiązaniem. O technicznych zaletach można było przeczytać w broszurze wydanej po polsku w Wetzlar w 1931 r. (zachowałem oryginalną pisownię):

(…) zalety obiektywu (Elmar) nabierają dopiero właściwego znaczenia w połączeniu z zatrzaskiem, z zasłoniętą – w czasie napisania – szczeliną migawki. Migawka zatrzasku pozwala na dokonywanie zdjęć czasowych oraz migawkowych w granicach od 1/20 do 1/500 sek. Krótka odległość ogniskowej umożliwia zastąpienie – zwykle mało trwałego – mieszka przez, chowaną do wnętrza kamery, nasadkę rurową. Nasadka ta jest równocześnie oprawą objektywu, działającą – dzięki ryglowi zeskokowemu – sprawniej i pewniej od mieszka. Pozatem urzeczywistnia zatrzask jeszcze jedno ważne ulepszenie, polegające na sprzęgnięciu mechanizmu migawki z przyrządem do przesuwania naświetlonej wstęgi filmowej. Przesunięcie wstęgi filmowej odbywa się przez pokręcanie gałką i jest ograniczone dla każdego pola obrazu na wstędze przez dobrze odczuwalny opór. Przez takie urządzenie pozbyliśmy się konieczności śledzenia przesuwanej błony przez okienko kontrolne, a zarazem obawy dokonywania dwóch zdjęć na jednem polu obrazu.

Novum było wprowadzenie licznika, który informował o liczbie zrobionych zdjęć. Kaseta, wykonana z metalu (znana dzisiaj plastikowa weszła do użytku dopiero w drugiej połowie lat 30. XX wieku), mieściła film o długości 1,6 metra i pozwalała na wykonanie 36 klatek. Można było zakupić gotowe kasety z filmem, albo samemu, w ciemni, przyciąć odpowiednio film ze szpuli i umieścić go w kasecie (posiadam jedną z nich, składa sie z trzech części, mechanizm jest prosty w użyciu i gwarantuje odpowiednie zabezpieczenie filmu przed naświetleniem).

Leica IA

Była pierwszym modelem wprowadzonym do masowej produkcji w 1925 roku (produkowano go przez następnych 10 lat). Nowy aparat zaprezentowano na targach lipskich w tym samym roku. Jego nazwa ewoluowała. Początkowo nazwano go „Aparem Barnacka”, od nazwiska głównego konstruktora, Oskara Barnacka. Jednak z pewnym opóźnieniem upowszechniła się wymyślona nazwa stworzona przez połączenie pierwszych sylab słów: Leitz i Camera (określenie aparat Barnacka nadal jest znane w … Japonii).

Nowy aparat posiadał pokrętło, za pomocą którego można było ustawić czas. Posiadał też wizjer, który nie był połączony z obiektywem oraz stopkę na dodatkowe przyrządy. Obiektyw był na stałe przymocowany (najczęściej o ogniskowej 50mm). Obiektywy dla Leitza wykonywał Max Berek. Wprowadzono różne ich typy, które uzyskały charakterystyczne nazwy (stosowane są do dzisiaj).

W moje wersji umieszczono obiekty Elmar, którego odległości podano w stopach. Zaletą tego obiektywu jest też to, że można zrobić ostre zdjęcia z mniejszej odległości niż w przypadku pozostałych obiektywów tego typu (1 metr). Przesłonę oraz odległość ustawiało się na obiektywie. Do ustalenia odległości konieczny był odległościomierz, który umieszcza się na stopce. Dokonanie pomiaru nie jest skomplikowane.

Użycie odległościomierza polega na tem – pisano w materiałach informacyjnych wydanych w Wetzlar po polsku w 1931 r., że, widoczny w jasnym kręgu okienka, podwójny obraz ocenianego przedmiotu doprowadza się przez obrót tarczy z cyframi do zlania się w jeden, poczem kreska na tarczy podziałki wskazuje nam odległość w metrach.

Oferowano również fotoamatorom korzystanie z innych urządzeń. Były to: samowyzwalacz, filtry, soczewki, ochrona przeciwsłoneczna. Do przycinania filmu służył szablon (poświęcę temu zagadnieniu osobny wpis). Po wykonaniu zdjęć oddawano klisze do zakładów fotograficznych albo wywoływano je w domowej ciemni.

Zakłady w Wetzlar próbowały sprostać oczekiwaniom zróżnicowanej klienteli, obok standardowej produkcji dla szerokiego kręgu odbiorców, wykonywano też limitowane, ekskluzywne serie, w których aparaty osiągały o wiele wyższe ceny (czyni się tak do dzisiaj). Powodzenie aparatu sprawiło, że bardzo szybko zaczęto produkować jego pirackie kopie. Pierwszą wykonano w ZSRR już w październiku 1932 r. (FED).

Pierwsze wrażenia

Przez kilka dni robiłem pierwsze zdjęcia historycznym aparatem. Po skompletowaniu dodatkowych urządzeń (przede wszystkim odległościomierza) mogłem przystąpić do pracy. Nie ukrywam, że wymagało to ode mnie całkowitego przestawienia. Nadal obserwuję u siebie pewne nawyki / przyzwyczajenia, których nabyłem przez lata uprawiania fotografii cyfrowej.

Pierwsze trudności pojawiły się zaraz na początku. Źle włożyłem film (choć samo przycięcie do ówczesnego standardu nie stanowiło większego problemu). Potwierdzeniem dobrze założonego filmu jest obracanie się wszystkich pokręteł, przy czym pokrętło do zwijania naświetlonego filmu porusza się w odwrotnym kierunku. Za pierwszym razem ta sztuka mi się – ku memu zaskoczeniu – nie udała… Potem było już lepiej.

Ustawienie czasu naświetlania można dokonać po wcześniejszym naciągnięciu filmu. Efekty pierwszych prób poznam już wkrótce. Nie spodziewam się, że pierwsze zdjęcia będą udane. Mam jednak nadzieję, że z biegiem czasu nabiorę większej wprawy. Jedno już wiem. Każde naciśnięcie spustu migawki poprzedzone jest dłuższym zastanowieniem, ustawieniem parametrów, wybraniem odpowiedniego kadru. Ograniczenie obiektywu wynikające z jego parametrów technicznych także ma swoje zalety. Ponieważ jest to obiektyw stałoogniskowy, wymaga od fotografującego zmiany pozycji, zoomowania – jak to można określić kolokwialnie – za pomocą nóg. W zamian niesamowite uczucie pracy z zabytkiem techniki fotograficznej i ekscytująca niewiadoma, co właściwie jest na wykonanym po wszystkich tych akrobacjach zdjęciu.

Zdjęcia wykonalem cyfrowo z mocą obiektywu Elmar 65mm.

Cytaty pochodzą: Kamera Leica wraz ze wszystkiemi przyborami i sprzętem pomocniczym, Wetzlar 1931.