Śledzenie kolejnych nowinek fotograficznych przestało mnie już interesować. Czy zakupienie jeszcze nowszego aparatu skutkuje lepszymi zdjęciami? W każdej biografii fotografa amatora przychodzi moment, gdzie refleksja nad już osiągniętym zaczyna dominować nad dążeniem do wykazania się kolejnym nowym aparatem. Od dłuższego czasu przymierzałem się do projektu, który będę realizować w następnych dwóch latach. Postanowiłem wrócić do źródeł fotografii małoobrazkowej. Inspiracją i zachętą do takiego kroku była publikacja Hansa-Güntera Kisselbacha pt. Pierwsza Leica Barnacka. Drugie życie zapomnianego historycznego aparatu (Barnacks erste Leica. Das zweite Leben einer vergessenen historischen Kamera).

Dylematy fotoamatora

Od dłuższego czasu obserwuję u siebie znużenie nowinkami fotograficznymi. Jeszcze nie tak dawno z ciekawością chłonąłem różne informacje agencyjne o nowych aparatach, obiektywach czy innych przydatnych urządzeniach i programach dla fotografów. Czytałem pierwsze recenzje, oglądałem prezentacje. Jednocześnie sięgałem do wielu publikacji, które przedstawiały różne aspekty dziejów fotografii, jej mniej lub bardziej znanych twórców, historii różnych typów aparatów itd.

Porównanie własnych dokonań z osiągnięciami innych to zawsze dobry sprawdzian umiejętności, a przede wszystkim sposobu patrzenia, przekazywania treści za pomocą obrazu. Najwięcej satysfakcji sprawia mi, jeśli któreś ze zdjęć zostanie opublikowane, czy to w publikacjach książkowych, czasopismach i portalach internetowych, czy też – jak osatnio – moje zdjęcia stały się motywem okładki nowej publikacji o pojednaniu w relacjach polsko-niemieckich.

Jednak po pewnym czasie naszła mnie refleksja, że stała pogoń za nowością nie wystarczy. To prawda, że z pomocą takiego czy innego nowego aparatu, mogę zrobić jeszcze bardziej ostre zdjęcie, lepiej odwzorować kolor itd. Liczba zdjęć nie stanowi żadnej bariery, podobnie jak podgląd zrobionego zdjęcia w czasie rzeczywistym. Ale czy tego szukam? Czy w tym pośpiechu nie zatraca się to co – moim zdaniem – w fotografii najważniejsze? Obserwowanie, rejestrowanie, naniesienie na nośnik pamięci, wywołanie, w końcu prezentacja? Co mogę powiedzieć o moim najnowszym aparacie? Z czego jest zbudowany? Jak działa?

Prototyp aparatu Leica

Inspiracją do szerszej refleksji nad fotografowaniem i fotografią stała się książka Hansa-Güntera Kisselbacha pt. Pierwsza Leica Barnacka. Drugie życie zapomnianego historycznego aparatu. Książka nie jest nowa (ukazała się już w 2008 roku, dostępna jest po niemiecku i angielsku). Jej autorem jest lekarz laryngolog z Wetzlar, syn długoletniego pracownika zakładów Leitza w Wetzlar. Ojciec autora Theo Kisselbach był szefem działu promocji i szkoleń aparatów Leica, autorem licznych poradników fotograficznych. Fascynacja fotografią i Leicą udzieliła się także jego synowi, choć nie zaowocowało to karierą zawodową, a życiową pasją.

W zbiorach ojca znalazł on wykonaną przez twórcę Leiki, Oskara Barnacka, jeden z prototypów tego słynnego aparatu. Postanowił zrobić nim kilka zdjęć z użyciem współczesnego filmu. Pierwsze próby były rozczarowujące. Wszystko różniło ten dawny aparat od współczesnych. Odległość i ostrość trzeba było ustawić ręcznie. Po wielu próbach i szeregu błędów udało się w końcu wykonać poprawnie zdjęcia. Pierwsze problemy zaczęły się od włożenia filmu… Potem pojawiły się kolejne. Z biegiem czasu Kisselbach uporał się z nimi, a robienie zdjęć z pomocą prototypu Leica zaczęło go coraz bardziej wciągać. Tak powstał projekt, który trwał cztery lata.

Aparat i jego historia

Książka Kisselbacha nie jest tylko dziennikiem zmagań autora z prototypem Leica. Jest to dla niego pretekst, by przedstawić historię firmy Leitz i jej właściciela, Ernsta Leitza oraz głównego twórcę aparatu, Oskara Barnacka (ponieważ do historii będę wracać w następnych wpisach, poprzestanę na tej informacji).

Robienie zdjęć poprzedził wizytą w Wetzlar w warsztacie jednego ze specjalistów od historycznych modeli Leica, Ottmara Michaely’ego. Zamieszczone zdjęcia z tej wizyty mogą zachwycić. Pokazują, że od początków było to urządzenie mechaniczne, złożone z precyzyjnych elementów. Nawet po dziesiątkach lat zużyte części można wymienić, odnowić.

Każdą wolną chwilę Kisselbach poświęcał na fotografowanie. Zmieniał czułość filmów. Dzielił się swymi wrażeniami. Powstały krótkie zdjęciowe fororeportaże, najmocniejsza strona tego systemu. W publikacji autor zamieścił portrety, zdjęcia plenerowe, uliczne czy z ujęcia wnętrz. To właśnie zastosowanie filmów o dużej czułości sprawiło, że fotografowanie tych ostatnich stało się możliwe (prototyp Leica miał na stałe przymocowany obiektyw 50mm f:3,5). Tylko robienie przezroczy nie sprawdziło się (zbyt gruby film).

Teraz jesteśmy w erze fotografii cyfrowej – pisał w podsumowaniu wieloletniego projektu, Kisselbach, ale nawet z tą nową technologią wciąż „uczymy się widzieć”. Udało mi się zrobić czyste zdjęcia przy użyciu prototypu aparatu Barnacka, co sprawiło mi ogromną przyjemność: Wiele się nauczyłem. To było jak jazda zabytkowym samochodem; koncentrujesz się na tym, co najważniejsze.

Projekt

Postanowiłem pójść w ślady Kisselbacha. Przed kilkoma dniami otrzymałem pocztą pierwszy model Leica (Leica Ia) z 1930 roku. Jak w przypadku aparatu autora książki, mój egzemplarz posiada także wbudowany na stałe obiektyw (egzemplarz wyprodukowany na eksport, zamiast systemu metrycznego, są stopy!). Każdy z parametrów trzeba ustawić osobno (wizjer nie jest skorelowany z obiektywem, ostrość trzeba ustalić na podstawie odległościomierza).

Aparat prezentuje się przepięknie (pierwsze zdjęcia w następnym wpisie). Tematem mojego projektu chcę uczynić Wrocław, moje miasto rodzinne. Wybiorę m.in. te obiekty, które zbudowano między 1925 rokiem a 1935 rokiem. Jestem bardzo ciekaw, jak sobie poradzę z tym aparatem. Obiektyw jest jeden, motywów do wyboru wiele. Jeśli będzie taka możliwość, chętnie wejdę także do wnętrz. Planuję również potrety. Przez następne miesiące będę co jakiś czas relacjonować moje osiągnięcia (i porażki…). Nie poprzestanę na fotografowaniu motywów, przybliżę także historię modelu, urządzenia pomocnicze, przedstawię znanych fotografów…

Podziękowania

W tym miejscu chcę podziękować moim kolegom w kraju i zagranicą, Davidowi z Hamburga, Jerzemu z Wiednia, Markowi z Frankfurtu n. M. oraz Mariuszowi z Wrocławia (jest autorem świetnie prowadzonej strony internetowej o polskich aparatach fotograficznych)

Hans-Günter Kisselbach, Barnacks erste Leica. Das zweite Leben einer vergessenen historischen Kamera, Wetzlar 2008.