Jak w wielu innych dziedzinach, tak i w fotografii oferta sprzętu i możliwości z nim związanych rośnie z każdym rokiem. Jesteśmy wyposażeni w coraz lepsze aparaty, obiektywy, cyfrowe ciemnie. Nie zawsze jesteśmy w stanie poznać dogłębnie ich funkcjonowanie, a wielkie firmy już wypuszczają kolejny model, i kolejny. Jeszcze kilka lat temu śledziłem te zmiany z napięciem, czasami – na ile pozwalała zasobność kieszeni – dokonywałem różnych zakupów. Ponieważ większość z nich jest dość kosztowna, trzeba się było zastanowić kilka razy. I chyba pytanie najważniejsze. Co chciałem dzięki temu (nowemu) narzędziu osiągnąć?

Przejście z pytania o sprzęt czy dane techniczne do kompozycji i refleksji nad powstawaniem zdjęcia jest długim procesem. Po drodze robi się wiele błędów, ale są one chyba wpisane w los początkującego fotografa hobbisty. Jeśli do wielu rzeczy trzeba dochodzić samemu i nie ma się telefonu do „przyjaciela“, może to być czasami frustrujące, niektórych wręcz zniechęca do dalszych poszukiwań. Co z tego, że ma się „wypasiony“ sprzęt, a zdjęcia – zamiast jak z albumu – wychodzą jakieś takie mdłe, nudne. Jeśli pocztówkowe pstryki i konwencjonalne dokumenty z rodzinnych wydarzeń nas już nie zadowalają, trzeba zabrać się do prawdziwej nauki…

Gdy pokona się pierwsze zwątpienia i nie utraci chęci dalszego pogłębiania warsztatu, przychodzi z czasem refleksja, że sprzęt nie jest najważniejszy. Stanowi jedynie narzędzie prowadzące do celu. O takim sposobie podejścia do fotografii pięknie opowiadał nestor fotografii reportażowej Tadeusz Rolke (zobacz wcześniejszy wpis). Dzisiaj przed fotografem hobbystą są ogromne możliwości. Trzeba jednak odpowiedzieć sobie, co chce się fotografować i jak to wyrazić.

Nie oznacza to, że tracimy całkiem zainteresowanie technicznymi możliwościami posiadanego sprzętu. Niektóre wyzwania dają się pokonać tylko dzięki konkretnym instrumentom. Jak sfotografować budynek, który stoi w wąskiej uliczce? Perspektywa jest bardzo ograniczona. Żaden z klasycznych obiektywów nie pozwala na ujęcie całości w miarę poprawnym ujęciu (zresztą ile takich obiektywów można mieć ze sobą w podróży!). Pod koniec tygodnia, dzięki uprzejmości sklepu fotograficznego „Foto-Master” we Wrocławiu, mogłem przetestować obiektyw szerokokątny (Sigma 20 mm z serii A). To obiektyw o dużej jasności (1,4). Wprawdzie pogoda nie zawsze dopisywała (a raczej była okropna), jednak udało się zrobić w ciągu dwugodzinnej przerwy w deszczu wiele udanych zdjęć. W zakładce galeria / 20 mm zamieściłem kilka przykładów (poddałem je tylko podstawowej obróbce w Adobe Lightroom).

Obiektyw sprawdził się i potwierdza wiele pozytywnych ocen, które na jego temat do mnie już docierały. Jakość wykonania nie budzi zastrzeżeń, dobrze leży w ręce (mimo swej wagi). Na stałe przytwierdzona jest ochrona przeciwsłoneczna. By dołączyć filtry, konieczne jest natomiast zainstalowanie przejściówki. Jest bardzo ostry na całym zdjęciu, nieliczne wady optyczne można zniwelować w trakcie postprodukcji. Nie wykonałem tym aparatem jeszcze zdjęć we wnętrzach. Wysoka jasność obiektywu jednak daje duże możliwości. Z pewnością sprawdzę to przy innej okazji. Zdecydowałem się testować obiektyw o stałej ogniskowej, gdyż te ostatnio bardziej mnie przekonują. Zmuszają do większej koncentracji na pierwszym i drugim planie, a przede wszystkim do sporej aktywności w znalezieniu odpowiedniego miejsca do wykonania zdjęcia.

W przypadku wyboru tego rodzaju sprzętu warto wcześniej go poznać, poradzić się (urządzenia te kosztują nieraz sporo, a korzystać z nich będziemy przez lata). Możliwość przetestowania jest świetnym rozwiązaniem. Wspomniany sklep fotograficzny to miejsce nie tylko samej sprzedaży, co także szukania wspólnie z kupującym najlepszych dla niego rozwiązań, spełniających jego potrzeby, dostosowanych do możliwości i umiejętności. Oczywiście, jeśli klient takiego typu obsługi sobie życzy. Dla mnie ten aspekt jest bardzo ważny. Mam nadzieję, że już wkrótce opisany powyżej obiektyw będzie mi towarzyszyć w różnych wyjazdach i realizacji kolejnych projektów.