Wakacje zaczęły się już na dobre. W końcu jest więcej czasu, by zająć się intensywniej moim hobby. Plany mam ambitne. Chcę wrócić do fotografii analogowej, zrobić dużo zdjęć i wywołać je samodzielnie. Pretekstem jest podcast #wielkahistoriamalegoaparatu, którego druga odsłona nastąpi dzisiaj. Poświęciłem go historii aparatu małoobrazkowego z Wetzlar, słynnej Leici. Przez następne tygodnie chcę przybliżyć różne aspekty. Interesuje mnie historia tego aparatu w kontekście zmieniającej się historii fotografii XX i początków XXI wieku. A jak pisać o jego aspektach technicznych, jeśli nie robi się nim zdjęć?

Prawie 200 części

Nie zdobędę się chyba na rozłożenie historycznego aparatu Leica na części. Według różnych opracowań ma on około dwustu części mechanicznych. Nie mam odpowiedniej wiedzy ani instrumentów. Oczywiście, znam osoby, które potrafią rozłożyć ten aparat na części, potem złożyć i robią to po mistrzowsku.

Poprzestanę więc na (pod)pytywaniu ich o szczegóły. W trakcie pracy nad podcastem trafiłem na dwie wątpliwości, które nie dają mi spokoju.

Pierwsza z nich dotyczy liczby wyprodukowanych prototypów przyszłej Leica, tzw. Ur-Leica, druga dotyczy funkcjonowania migawki.

Ilość prototypów

Trzeba przyznać, że dostępna literatura czy internet nie ułatwiają sprawy. Często podaje się, że konstruktor, Oskar Barnack, miał zbudować w latach 1913-14 dwa egzemplarze, po I wojnie światowej zaś jeszcze jeden (3 prototyp). Jeden używał, robiąc kolejne zdjęcia, także po wybuchu I wojny światowej.

Po jego śmierci w 1936 roku egzemplarz ten otrzymał jego syn, Caspar. Następnie przekazał go jako depozyt do Deutsches Museum w Monachium. W końcu sprzedał jednemu z kolekcjonerów w USA. Jednak jak się później okazało, w przypadku tego egzemplarza nie chodziło o jeden z prototypów Leica, lecz tzw. Leica 0 (wyprodukowano ich do 30 egzemplarzy na początku lat 20. XX wieku).

Drugi prototyp otrzymał Ernst Leitz junior, syn właściciela firmy, który w 1914 roku udał się do USA w podróż służbową. Zrobił nią wiele zdjęć i przekonał się do przełomowego charakteru nowego aparatu. Zdjęcia były dobrej jakości, ostre i – co było ważne – dawały się powiększać (dotąd wielkość zdjęcia zależała od formatu płyty światłoczułej). Ten egzemplarz zachował się i jest przechowywany w Muzeum Leica Camera AG. Co się stało z drugim, o ile istniał, nie wiadomo.

Migawka

Jednym z problemów, z którymi borykał się O. Barnack, była migawka i ustawienie odpowiednich czasów naświetlania. By rozwiązać ten problem, w prototypie użył tylko jednej kurtyny, która przewijała film i jednocześnie naciągała migawkę, chroniąc w ten sposób przed przypadkową wielokrotną ekspozycją.

Migawka posiadała stałą szczelinę, która przebiegała przez okno zdjęcia. Do obiektywu umocowano „zaślepkę”. Musiała być założona na obiektyw podczas zamykania migawki, aby uniknąć wystawienia filmu znajdującego się za tkaniną migawki na działanie światła. W przyszłości konstruktor znalazł inne rozwiązania, które z powodzeniem zastosowano w masowej produkcji po 1925 roku.

Podcast

Nagrywane przeze mnie podcasty są próbą zmierzenia się z historią aparatu z Wetzlar i jego mitem. Mam nadzieję, że propozycja ta zachęci słuchaczy do własnych poszukiwań na szerokim polu fotografii historycznej i współczesnej. Z góry dziękuję za wszystkie uwagi i komentarze.