Cyfra 3 staje się moją ulubioną. Wcześniej zatytułowałem pierwszą fotoksiążkę ?Rzym w trzech odsłonach?. Teraz natknąłem się na trzy kominy. W ciągu trzech (sic!) dni każdego ranka przemierzałem ulice Nadodrza, ciekawej dzielnicy Wrocławia, która w ostatnich latach staje się wręcz modna. Zrobiłem sporo zdjęć. Z każdego niemal miejsca widziałem wspomniane trzy kominy. Są one częścią elektrociepłowni. Ale już niedługo, bo jeden z nich ma zostać rozebrany. Kominowa trójca (ponoć nie trująca?) zniknie z panoramy tej części miasta.
(więcej…)
Autor: Krzysztof Ruchniewicz
-

Trzy kominy w trzy dni
-

Zapomniana wystawa
Internet na jej temat milczy, co obecnie jest dość rzadkim zjawiskiem. Dzisiaj w antykwariacie kupiłem odnaleziony szczęśliwym trafem katalog pt. „Światowa wystawa fotografii na temat: Czym jest człowiek?” (brak miejsca i roku wydania). Znalazł się w nim tekst niemieckiego pisarza i laureata Literackiej Nagrody Nobla, Heinricha Bölla (w tym roku obchodzimy setną rocznicę jego urodzin). Postanowiłem go przypomnieć i załączyć w całości do wpisu, bo wart jest lektury.
-

Fotografowanie z pasją
Wydaje mi się, że fotograf hobbysta nie ma zbyt wielu możliwości regularnego pogłębiania swego warsztatu. Wprawdzie można spotkać różnego rodzaju literaturę o fotografowaniu, także polskich autorów, w internecie znaleźć niezliczoną ilość stron i programów, czasem pojawiają się oferty kursów. Proponowane w poradnikach rozwiązania często przekraczają budżety przeciętnych miłośników ?pstrykania?. Także większość stron internetowych poświecona jest różnego rodzaju nowinkom sprzętowym czy prezentacji dokonań zawodowych fotografów. Jest to więc luka, którą warto wypełnić, gdyż rynek fotografów amatorów ? w związku z coraz większym upowszechnieniem się samego medium ? z roku na rok rośnie (jednak dylematy pozostają te same).
-

Szerokie oko
Jak w wielu innych dziedzinach, tak i w fotografii oferta sprzętu i możliwości z nim związanych rośnie z każdym rokiem. Jesteśmy wyposażeni w coraz lepsze aparaty, obiektywy, cyfrowe ciemnie. Nie zawsze jesteśmy w stanie poznać dogłębnie ich funkcjonowanie, a wielkie firmy już wypuszczają kolejny model, i kolejny. Jeszcze kilka lat temu śledziłem te zmiany z napięciem, czasami ? na ile pozwalała zasobność kieszeni ? dokonywałem różnych zakupów. Ponieważ większość z nich jest dość kosztowna, trzeba się było zastanowić kilka razy. I chyba pytanie najważniejsze. Co chciałem dzięki temu (nowemu) narzędziu osiągnąć?
-

Zatrzymane w kadrze?
O tym filmie dokumentalnym dowiedziałem się przypadkowo. Jechałem autem w drodze powrotnej do domu. Słuchałem w radio wywiadu z jednym z najbardziej znanych polskich fotografów, Tadeuszem Rolke. Opowiadał o przygodzie, którą przeżył z młodszym o trzy generacje adeptem fotografii. Udał się z nim w podróż po Polsce, obaj fotografowali, dyskutowali, razem wywoływali zdjęcia. Szybko z relacji mistrz-uczeń znajomość obu panów przerodziła się w przyjaźń. Piotr Stasik stworzył o tym film, który można obejrzeć w całości (jedna z propozycji na świąteczne popołudnie).
-

Pomniki poległych
Jednym z elementów krajobrazu kulturowego Dolnego Śląska są pomniki niemieckich żołnierzy poległych podczas I wojny światowej. Po 1945 r. większość z nich, jako spuścizna poniemiecka kojarzona z najgorszymi historycznymi doświadczenia Polaków, została zniszczona, czasem tylko pozostawiona w opuszczeniu, ale bez celowej dewastacji. W niektórych przypadkach adoptowano je do nowych potrzeb upamiętniania, które wyrażali nowi mieszkańcy. Stawały się polskimi pomnikami wojennymi lub religijnymi. Dzisiaj ocalałe obiekty tego typu znajdują się w różnym stanie. Niektóre z nich doczekały się odnowienia. Zwykle już nie kojarzy się z nimi treści politycznych, a są traktowane jako historyczna pamiątka.
-

Polityka a archeologia
W Palazzo Massimo alle Terme można obejrzeć wystawę czasową poświęconą relacjom między archeologią a polityką. W centrum pokazano szeroko zakrojone prace w Rzymie za czasów Mussoliniego. Jedno ze zdjęć szczególnie mnie zainteresowało. W 1938 r. przed antyczną rzeźbą dyskobola sfotografowano A. Hitlera. Wkrótce marmurowa figura została odsprzedana Rzeszy za prawie milion Reichsmarek i znalazła się w zbiorach Glyptothek w Monachium. Miała być przykładem kanonu aryjskiego piękna. Po II wojnie światowej w wyniku decyzji Amerykanów zwrócono rzeźbę Włochom (bezpłatnie ku oburzeniu niektórych Niemców).
-

Świat bez smartfona jest możliwy?
Do Villi Borghese podchodziliśmy kilka razy. Za pierwszym razem zabrakło biletów, za drugim wolny był tylko jeden. Tym razem postanowiliśmy zamówić je wcześniej przez internet (przełykając 2 euro opłaty manipulacyjnej do każdego i tak drogiego biletu). W dzień wizyty wyruszyliśmy wcześnie, by się nie spóźnić. Obowiązują bowiem wyznaczone godziny wejść. Nagrodą za wyjątkowe zdyscyplinowanie był wszakże widok zamkniętych na głucho drzwi, gdyż na miejscu znaleźliśmy się prawie godzinę przed czasem. Ale kwadrans przed otwarciem galerii przed pałacykiem było już wielu chętnych, w tym kilka grup szkolnych. Zwiedzić to muzeum koniecznie warto, choć trzeba się liczyć z niespodziankami.
-

Sztandar na szczycie
To jedna z ikon II wojny światowej. Zdjęcie bardzo szybko obiegło świat. Jego autor, syn żydowskich emigrantów z Rosji, Joe Rosenthal, nie przewidywał, że odniesie tak spektakularny sukces. Na fotografii sześciu żołnierzy marines z dużym wysiłkiem stawia maszt z flagą amerykańską na szczycie Iwo Jimy. O tą niewielką, ale strategicznie położoną wyspę toczyły się niezwykle krwawe walki. Fotografia Rosenthala zainspirowała wielu twórców. I dziś, po siedemdziesięciu latach, w ujęciu tym czuć dramatyzm, ekspresję, wyjątkowość chwili. (więcej…)
-

Między dyplomacją a fotografią
Podróże kształcą. Banał? Może, ale przede wszystkim częste doświadczenie obieżyświatów, nawet w naszych ?wszystkowiedzących? czasach. Wyjazd poprzedzają przygotowania. Przeglądam strony internetowe, czytam przewodniki i opracowania. Często sięgam do ogólnych historii państw, które odwiedzam. Lubię mieć komfort pewnej wiedzy, ale też zawsze oczekuję odkryć i zaskoczeń. I zwykle natykam się na rzeczy, o których nie słyszałem i nie czytałem. Dokształcam się więc w trasie. Tak było tym razem. W liguryjskim Portofino odkryłem historię rodziny Mumm von Schwarzenstein. Nazwisko nie było mi całkiem obce.
Nie pamiętam już dokładnie, kiedy po raz pierwszy obiło mi się o uszy. Być może to było przed laty w Bonn, gdy spotkałem się niemieckim dyplomatą, Alfredem Blumenfeldem (1912-1992). Rozmawialiśmy o trudnym początkach relacji polsko-(zachodnio-)niemieckich w latach 60. Blumenfed przebywał wtedy w Warszawie. Przyjechał nad Wisłę, by przygotować utworzenie misji handlowej RFN. Rozpoczęła pracę we wrześniu 1963 r., a jej pierwszym szefem został Bernd Mumm von Schwarzenstein (1901-1981), dyplomata prześladowany wcześniej przez nazistów. Blumenfeld był jego zastępcą.
Ponownie natrafiłem na to nazwisko w czasie krótkiego pobytu w Portofino. Na ścianie tamtejszego kościoła św. Jerzego umieszczono tablice upamiętniające zasłużone postacie dla miasta. Jedna z nich poświęcona jest Jeannie Watt von Mumm (1866-1953), szkockiej żonie niemieckiego dyplomaty, Alfonsa Mumma von Schwarzensteina. Jeannie miała uratować ? jak głosi napis na tablicy ? liguryjskie miasteczko przed zniszczeniem w końcowych dniach wojny (pisałem o tym we wcześniejszym wpisie). W internecie znalazłem ciekawą wystawę, poświęconą Jeannie i Alfredowi. Zainteresowała szczególnie postać dyplomaty. Był nietuzinkową postacią, z powodzeniem łączył obowiązki przedstawiciela wilhelmińskich Niemiec w Chinach czy Japonii z pasją fotografa. Było to bowiem coś więcej niż tylko hobby dyletanta z wyższych sfer. Dzięki obiektywowi Mumma możemy poznać intrygujące oblicze Chin w okresie tzw. powstania bokserów, zbrojnego wystąpienia skierowanego przeciwko cudzoziemcom i dynastii Qing. Zdjęcia złożyły się na album pt. ?Dziennik w obrazach?. Jest on dostępny on-line na stronach Biblioteki Państwowej w Berlinie.
Alfons Mumm von Schwarzenstein urodził we Frankfurcie n.M. w 1859 r. jako trzecie dziecko Jacoba Georga Hermanna i Sophie Eugenie. Najstarszy syn przejął dochodowy rodzinny interes, produkcję popularnego szampana. Alfons rozpoczął zaś studia prawnicze, po których wstąpił do służby dyplomatycznej cesarskich Niemiec. Od wczesnej młodości zwiedzał świat. W wieku 23 lat odbył podróż do wielu krajów europejskich i USA. Miał wszystkie ważne cechy dyplomaty. Był doskonale wykształcony, powściągliwy, dokładny, taktowny i ? o czym wkrótce przekonano się w centrali ? miał dobre pióro. Był uważnym obserwatorem, trzeźwo oceniał sytuację, co podnosiło wartość jego sprawozdań i opracowań. Jednak nie tylko dyplomacja wypełniała mu życie.
W 1902 roku ukazał się jego ?Dziennik w obrazach?, na który złożyło się ponad 600 fotografii. Można tam znaleźć credo jego działań:
Podróżowanie poszerza moją wiedzę o Chinach. Zadaniem tego albumu jest dać moim przyjaciołom i krewnym w dalekiej ojczyźnie możliwie plastyczny obraz mojej tutejszego otoczenia i codzienności, mnie zaś zachować ten okres w żywej pamięci.
Fotografie powstały między sierpniem 1900 a lipcem 1902 roku. Niestety, nie jest znana marka aparatu, za pomocą którego Alfons wykonywał zdjęcia. Fotografię traktował jako dokument, swoistego rodzaju dziennik złożony ze zdjęć. Fotografował architekturę chińską w okresie przełomu, na zdjęciach udało mu się utrwalić odchodzenie od tradycji. Interesował się też mieszkańcami, choć nie znajdziemy tu klasycznych portretów.
Zdjęcia były doskonałe technicznie. Dzisiaj taka ocena wydaje się czymś banalnym. Na display?u możemy od razu stwierdzić, czy motyw, który chcieliśmy uwiecznić, nam odpowiada, czy nie. W czasach Mumma von Schwarzensteina nie było to takie proste. O jakości zdjęć mógł się przekonać dopiero po ich wywołaniu, nieraz daleko od fotografowanego obiektu. Oznaczało to, że musiał wcześniej dobrze się przygotować do ?sesji zdjęciowej? (motyw, światło itd.).
Po powrocie z Dalekiego Wschodu Mumm von Schwarzenstein w 1910 r. złożył wniosek na przeniesienie go w stan spoczynku z powodów zdrowotnych. W 1911 r. zamieszkał w Portofino w Castello San Giorgio. W następnych latach odwiedziło go tam wielu znanych osobistości ze świata polityki i kultury, m. in. Cosima Wagner czy Gerhart Hauptmann. Śląski laureat Nagrody Nobla przebywał tam z żoną, Margarete w listopadzie 1911 r. Nawet cesarz Wilhelm II zawitał w progi domu emerytowanego dyplomaty, podziwiając malowniczą zatokę. Mumm von Schwarzenstein uczynił Ligurię swą drugą ojczyzną. Pisał o nadmorskich miasteczkach, krajobrazie i mieszkańcach. Wiele fotografował. W 1915 r. nakładem własnym opublikował książkę ?Moja liguryjska ojczyzna?. Jest to dzisiaj bardzo rzadka publikacja, posiadają je tylko nieliczne biblioteki w Niemczech. Egzemplarz przechowywany w Bibliotece Państwowej w Berlinie zawiera dedykację: ?Panu i Pani Doktorostwu Hauptmannom na miłe wspomnienie. Alfons von Mumm?.
Po wybuchu I wojny światowej Mumm von Schwarzenstein ponownie zgłosił się do pracy w ministerstwie spraw zagranicznych i opuścił Włochy. Te niedługo znalazły się po stronie wrogów Berlina. W październiku 1914 r. Alfons objał kierownictwo Zentralstelle für Auslandsdienst. Natomiast w marcu 1918 r. został przedstawicielem dyplomatycznym Niemiec w Kijowie (do początku listopada 1918 r.). Pod koniec tego roku ożenił się się ze Szkotką, Jeannie Watt. Małżeństwo traktował jako swego rodzaju schronienie przed pustką i smutkiem, które wywołały upadek cesarstwa oraz śmierć bliskich mu osób. Do zamku w Portofino małżeństwo Mumm von Schwarzenstein przyjechało dopiero w 1920 r., po anulowaniu konfiskaty majątku przez Włochy. Wkrótce jeszcze raz wielcy tego świata zawitali do Portofino za sprawą Alfonsa. 16 kwietnia 1922 r. gościł w swym domu część uczestników konferencji w Genui, którzy w Santa Margarita podpisali układ niemiecko-radziecki, zwany jako układ z Rapallo. Wśród zaproszonych byli kanclerz Wirth, minister spraw zagranicznych Rathenau oraz jego radziecki odpowiednik, Cziczerin.
Alfred Mumm von Schwarzenstein zmarł w Portofino 10 lipca 1924 r. Został pochowany na tamtejszym cmentarzu ewangelickim. Jego książka o Ligurii niedawno doczekała się tłumaczenia na język włoski i angielski, i cieszy sie dużą popularnością wśród czytelników.
Korzystałem z:
Peter Hahn, Mumm. Alfons Mumm von Scähwarzenstein. Diplomat, Photograph & anders als die Anderen, Badenweiler 2012.
Zob. także: